Do czterech razy sztuka, chciałoby się rzec. Trzy podejścia nie przekonały mnie do zespołu The Darkness. Pamiętny debiut z 2003 roku, którym tak wszyscy się zachwycali, nie odpowiadał mi brzmieniowo, do tego jeszcze przerysowane wokale Justina Hawkinsa cięły mnie po uszach. Na dwójce i trójce po prostu brakowało hitów, za to Last Of Our Kind z 2015 r. potrafił powalić mnie na kolana jak mało co w ostatnim dziesięcioleciu.