GUITARRIZER

Joe Satriani - Unstoppable MomentumMichael Schenker's Temple Of Rock - Bridge The GapFates Warning - Darkness In A Different LightLaValle - Dear SanityDream Theater - Dream Theater

Po takim sobie pod względem muzycznym roku 2012 przyszła pora na ciutkę lepszy rok 2013, a co za tym idzie, również pora na jego podsumowanie. Może i niewiele rzeczy mnie w tym okresie urzekło, a jeszcze mniej rzuciło na kolana, jednak narzekać nie można, bo i wybredne ucho zawsze znajdzie dla siebie trochę interesujących nut. Kilka pozycji, które uważam za warte wysłuchania, można znaleźć na poniższej liście:

1. Joe Satriani - Unstoppable Momentum
Sprawdzony zawodnik. Mimo tylu lat w branży wciąż potrafi fanów zaskoczyć nowymi pomysłami. Owszem, tu i ówdzie złośliwi mogą zarzucić Satchowi, że powiela pewne schematy, ale ma on swój wypracowany styl, który łatwo rozpoznać i zmieniać go nie musi. Moje faworyty z krążka to "Can't Go Back", "Jumpin' In", "Unstoppable Momentum", "The Weight Of The World", "A Door Into Summer" i "Lies And Truths".

2. Michael Schenker's Temple Of Rock - Bridge The Gap
Cholernie dobre wydawnictwo Schenkera, które przypomina mi zacne dokonania Rainbow z czasów, gdy śpiewał tam Doogie White. Prawdę powiedziawszy, tutaj też pojawia się Doogie i jak słychać, nadal jest w dobrej formie, to samo zresztą mogę powiedzieć o reszcie załogi zwerbowanej przez Michaela Schenkera. Uwielbiam takie klimaty i nic na to nie poradzę. To taka choroba, której nie chce się leczyć.

3. Fates Warning - Darkness In A Different Light
Śledząc ostatnie poczynania Aldera bałem się, że ta płyta może okazać się niewypałem, ale po cichu trzymałem kciuki, by tak się nie stało... Fates Warning wróciło w podobnym składzie, w jakim grało na płycie "Inside Out" (z jednym wyjątkiem - na perkusji gra teraz Bobby Jarzombek) i na szczęście muzyka tutaj jest równie przednia, jak na tamtym klasyku. Melodycznie podobne wydawnictwo, ale z ciemniejszym, bardziej "brudnym" brzmieniem, które może przy pierwszym kontakcie trochę razić. Do tego brzmienia da się jednak przyzwyczaić, gdyż kompozycje bronią się same za siebie.

4. LaValle - Dear Sanity
Mało znanemu, aczkolwiek wielce utalentowanemu gitarzyście Eddiemu LaValle udało się namówić członków zespołów Evidence One i Eden's Curse na ciekawy projekt, który w wielu miejscach przypomina najlepsze dokonania Dokken (choć jest tu i kilka momentów niemal AOR-owych). Dużo świetnych gitarowych solówek, brzmienie jak z melodyjnych hard rockowych klasyków lat '80 ubiegłego wieku, a do tego solidne linie wokalne prowadzone przez Carstena "Lizarda" Schulza.

5. Dream Theater - Dream Theater
Poprzednie wynurzenie Jamesa LaBrie (który też, na marginesie, całkiem ciekawie zaprezentował się solowo) i spółki było naprawdę bardzo udane, a to wydaje się być jeszcze lepsze. Sporo gustownych łamańców, sporo niebanalnych pomysłów i jak zawsze poziom techniczny, o którym większość innych kapel, nawet tych bardzo znanych, może tylko pomarzyć. By jednak za dużo nie słodzić, tradycyjnie już przyczepiłbym się do utworów balladowych, do których jakoś zawsze w wykonaniu Dream Theater ciężko jest mi się przekonać. Dobrze, że jest ich tu tak mało.

6. Vindictiv - Cage Of Infinity
Stefan Lindholm spontanicznie postanowił uprościć progresywny dotąd styl gry i pójść w kierunku bardziej tradycyjnego heavy metalu. Z jednej strony zamysł ten się udał, faktycznie słychać to głównie w liniach wokalnych, strukturach utworów i mniejszej ilości klawiszy, ale zarazem nadal słychać, że gra Vindictiv. Pozostały "malmsteenowskie" solówki i charakterystyczne partie gitar rytmicznych. Nadal wolę dwa poprzednie wydawnictwa ekipy Stefana, ale i "Cage Of Infinity" bez żadnych wyrzutów sumienia można polecić fanom grupy i takiego grania.

7. Berggren Kerslake Band - Walk Tall [EP]
Niestety była to tylko pięcioutworowa EP-ka, stąd pozostaje pewien niedosyt, bo same kompozycje są kapitalne, utrzymane w klimatach klasycznego hard rocka. Na myśl od razu przychodzą najlepsze dokonania Whitesnake, Uriah Heep, Rainbow i Deep Purple. Od czasu do czasu kawałki podchodzą pod country-bluesa, jednak urody im to nie odejmuje, nawet wręcz przeciwnie. Aż ciężko uwierzyć, że tak dobra pozycja nie wyszła na przełomie lat '70 i '80 ubiegłego wieku.

8. Reckless Love - Spirit
Wygląda na to, że Reckless Love nagrało najlepszą w swojej karierze płytę. Odstraszał mnie wprawdzie mało ciekawy pierwszy numer na krążku, ale dalej poszło już z górki. Dużo łatwo wpadających w ucho gitarowych, melodyjnych riffów i coraz to lepsze solówki, plus solidna sekcja rytmiczna, ewidentnie wskazują na to, że fińska formacja zmierza w odpowiednim kierunku. Proponuję nie wsłuchiwać się w słowa i skoncentrować na samej muzyce, a satysfakcja gwarantowana.

9. Strike - We're Back
Bardzo fajnie grająca kapela poruszająca się na obrzeżach melodyjnego hard rocka i AOR-u. Ilekroć słucham tej płyty, łapię się na tym, że zastanawiam się, czyj głos przypomina mi wokalista. Po pewnej chwili dochodzę do wniosku, że najbliżej mu chyba do Johnny'ego Gioeli z Hardline. Jeszcze jedna załoga z Finlandii potwierdzająca tezę, że najlepszej muzy z tego gatunku od wielu lat nie produkuje się już w Los Angeles. Niech nie zwiedzie Was logo pisane gotykiem i ponura okładka, tu naprawdę mamy do czynienia z melodyjnym graniem.

10. The Winery Dogs - The Winery Dogs
Po przeczytaniu nazwisk muzyków bioracych udział w tym projekcie w zasadzie z góry było wiadomo, że nie bedzie to taki pierwszy lepszy krążek. Richie Kotzen, Mike Portnoy, Billy Sheehan. Mam nadzieję, że to nie będzie ostatnie dzieło studyjne tego nadzwyczaj udanego tria. Muzycznie słychać fascynacje Hendriksem i Kravitzem z jakimiś echami Led Zeppelin, technicznie bez zarzutu, do tego niespożyte pokłady energii jakby uchwycone z jakiegoś występu na żywo.

11. Eric Johnson - Up Close - Another Look
Trochę nietypowe wydawnictwo, gdyż jest to wzbogacona re-edycja krążka wydanego już w 2010 r. Jakimś cudem pierwowzór wcześniej przeoczyłem, a to dzieło przypadkiem wpadło w moje ręce i jak się okazało, również w ucho. Dobrze zagrana mieszanka rocka, bluesa, country oraz ilustracyjnych klimatów znanych choćby z płyt Satrianiego. Gdyby nie linie wokalne tu i ówdzie, album byłby pewnie jeszcze lepszy, ale to już taka moja subiektywna opinia.

12. Schubert In Rock - Schubert In Rock
Raz jeszcze hard rock z okolic późnej twórczości Rainbow i raz jeszcze krążek godny uwagi. Projekt ten prowadzony jest przez austriackiego muzyka Klausa Schuberta i został wzbogacony "przyprawami" w postaci kilku legendarnych głosów sceny hard rockowej. Z wokalistów najbardziej przypadły mi tu do gustu dokonania Biffa Byforda i Tony'ego Martina. Słuchając płyty można całościowo odnieść wrażenie słodkiego deja vu.

13. Fate - If Not For The Devil
Bardzo dobra pozycja dla wszystkich tych, którzy lubią hard rockowe granie z dodatkiem melodyjnych wokali (jak mawiają anglojęzyczni, "radio friendly") i dobrych solówek. Myślę, że w pierwszej kolejności wydawnictwo można polecić słuchaczom, którym kilka lat temu do gustu przypadła płyta "Coup De Grace" ekipy Treat. Z pewnością warto zainteresować się tym zestawem nagrań.

14. Until Rain - Anthem To Creation
Jedno z pozytywnych zaskoczeń roku 2013, mianowicie Until Rain, grecka załoga parająca się melodyjnym progmetalem, od razu awansująca do jednych z moich ulubionych grup pochodzących z tego regionu (geograficznego i muzycznego). To już trzecie dzieło Greków, wcześniejszych płyt wprawdzie nie znałem wcale, ale "Anthem To Creation" jest dobrym powodem, by również i z nimi się zapoznać.

15. Jorn - Traveller
Jorn jak to Jorn, z siłą wodospadu nagrywa kolejne, równe krążki, do których ciężko się przyczepić, a z drugiej strony słychać, że wciąż najlepsza płyta jeszcze przed nim. Podobnie jest tym razem, kilka numerów prezentuje najwyższe loty i ociera się o geniusz, a kilka brzmi dość przeciętnie. Tak czy inaczej, Jorn ma szansę zapełnić lukę po nieodżałowanym Ronniem Jamesie Dio, za co wszyscy zresztą trzymamy kciuki.

16. Liquid Rain - Bright Obscurity
Jeszcze jedna progmetalowa załoga na mojej liście, tym razem pochodząca z Niemiec. Trzeba przyznać, że dobrych pomysłów i innych wstawek na "Bright Obscurity" nie brakuje (klimaty pod flamenco, saksofonowe zagrywki, damskie wokale itp.), przyciągać może też nieco ponuro-tajemniczy klimat krążka, słowem zespół robi co może, by słuchacz się nie nudził. Albumowi nieco brakuje, by uznać go za genialny, za to zapewnia on doskonałą rozrywkę, a to chyba najważniejsze.

17. DGM - Momentum
Wciąż nie mogę wyjść z podziwu nad poprzednim dziełem studyjnym Włochów i generuje to pewien problem - tamta płyta tak wysoko ustawiła muzykom poprzeczkę, że ciężko im teraz będzie ją przeskoczyć. Pod względem technicznym bez zarzutu, nadal wysoka forma Simone Mularoniego (kapitalne solówki) i spółki, nawet jest tu sporo podobieństw do "FrAme". Zabrakło większej ilości dobrych pomysłów, jakiejś różnorodności, tego magicznego "czegoś", co było wcześniej. Album się jednak broni.

18. Legion - V
Bardzo udana płyta z pogranicza hard rocka tradycyjnego i hard rocka melodyjnego. Przyczepiłbym się tylko do brzmienia, które wydaje mi się aż nadto przesterowane, nieco brudne i wprawiające głośniki w dziwny stan drżenia.

19. Lion Twin - Nashville
AOR to gatunek w roku 2013 niemal wcale nie goszczący w moich głośnikach, ale i z tego typu grania kilka pozycji zagościło w moich głośnikach na dłużej. Przede wszystkim mogę polecić płytę niemieckiej grupy Lion Twin wyróżniającą się bardzo dopracowanym brzmieniem, dobrymi melodiami i ciekawymi wstawkami spoza gatunku (np. folkowymi). Co ciekawe, sama formacja uparcie przedstawia się jako duet popowy!

20. Illusion Suite - The Iron Cemetery
Wielki plus dla ekipy Illusion Suite, że w ich muzce dominuje metal progresywny, który coraz bardziej wycina jej power metalowe korzenie. Jeszcze jeden zespół, w którym drzemie ogromny potencjał, tylko wciąż brakuje małej iskierki, by buchnął prawdziwy ogień. Krążek z pewnością równie dobry jak poprzednik, może nawet nieco lepszy.

Do tego zestawu można dorzucić jeszcze kilka pozycji, które z jakichś powodów o mały włos nie weszły na powyższą listę (za mało dobrych kawałków, zbyt jednostajny album, albo po prostu pech, że lista ma z góry ograniczoną liczbę miejsc ;)). Wśród nich wymieniłbym najnowsze dokonania Bai Bang, Airbourne, FM, Bulletrain, Dogface, Badhoven, Saxon, The Seventh Key, Silent Voices, Station, Stypera, Reds' Cool, Megadeth, Royal Hunt i Jamesa La Brie (kilku ostatnich to ci pechowcy ;)).

A jakie są prognozy na rok 2014? Pogodowo to nie wiem, ale muzycznie już jest ciekawie, bo w łapy wpadł mi najnowszy krążek EZ Livin', który jest po prostu świetny, by nie rzec zaj*****y. Mamy już Red Dragon Cartel, Vandenberg's Moonkings, House Of Lords, Overland, Pretty Wild, Vanden Plas, Vanishing Point i Dona Aireya. Za kilka dni swoją płytę wyda szwedzki fenomen ostatnich lat, czyli H.e.a.t. Będzie nowy Winger. Cholernie jestem ciekawy, co też wypuści Laney's Legion, bo Chris Laney + Rob Marcello to musi być prawdziwy dynamit. Pojawi się w końcu długo oczekiwany Loud Lion (od 2007 roku!). Steel Panther też radziło sobie nieźle na poprzednim albumie, warto więc sięgnąć po kolejny. Nowe krążki szykują moi faworyci z Anthriel i Seventh Wonder. Będzie nowe Crazy Lixx oraz Brother Firetribe, które zaprezentowanym na SoundCloudzie kawałkiem wgniata w ziemię. Zakładam, że to jeszcze nie wszystkie atrakcje i z niecierpliwością czekam, by tyłki ruszyli również Symphony X, King Diamond, Sons Of Seasons, Adagio i kilku innych moich ulubieńców.