GUITARRIZER

H.e.a.t - Address The NationEclipse - Bleed & ScreamVan Halen - A Different Kind of TruthJettblack - Raining RockJorn - Bring Heavy Rock To The Land

Dwanaście miesięcy wchodzących w skład 2012 r. jakoś nieszczególnie zapisało się w annałach dobrej muzyki, przynajmniej jeśli o melodyjnych odmianach rocka mowa. Po raz pierwszy od kilku lat miałem problem, by z czystym sumieniem i radością w sercu uzbierać do listy "beściaków" pełną dziesiątkę kandydatów. Sytuacja ta miała i swoje plusy - więcej pieniędzy zostaje w portfelu, to można je przeznaczyć na większą ilość koncertów lub na uzupełnienie kolekcji o zaległości płytowe z lat poprzednich.

Oto moja nowa, ciężko uzbierana "dycha":

1. H.e.a.t Address The Nation
Obecność tej szwedzkiej ekipy w niniejszym zestawieniu nie powinna dziwić nikogo, kto śledzi nowinki w hard rockowym i AOR-owym świecie. Mimo iż Kenny'ego Lecremo za mikrofonem tu nie usłyszymy, uzbrojona w nowego frontmana grupa wydała już trzeci swój krążek i zarazem kolejny pełen hitów. Któż nie ugnie się przed takimi przebojami jak "Breaking The Silence", "Living On The Run", "Falling Down" czy "Better Off Alone"?

2. Eclipse Bleed & Scream
Eclipse to od kilku lat silny kandydat do czołówki najlepszych wydawnictw w gatunku melodyjnego hard rocka, bo mając w składzie tak cenionego kompozytora jak Erik Mårtensson poniżej pewnego poziomu się nie schodzi. Chyba wszyscy pamiętają, jak "Are You Ready To Rock" pozamiatało na scenie kilka lat temu. Jego następca ma szansę spodobać się jeszcze szerszemu gronu słuchaczy.

3. Van Halen A Different Kind of Truth
Myślę, że jest to płyta, na którą fani braci Van Halenów czekali wiele lat. Wprawdzie w składzie zabrakło Michaela Anthony'ego, ale za to w ramach rekompensaty dostaliśmy porcję porządnych kawałków, które pamiętają czasy, gdy zespół dopiero powstawał. Osobiście nie przepadam za singlowym "Tattooo", natomiast reszcie setu nie mogę nic zarzucić. Mam nadzieję, że na kolejny album nie trzeba będzie tak długo czekać.

4. Jettblack Raining Rock
Raptem drugie dzieło tej angielskiej formacji, a postęp spory. Dużo chwytliwych melodii, dużo porządnego rock'n'rolla, dużo nawiązań do sceny 80's Sunset Strip, słowem hard rock jak się patrzy.

5. Jorn Bring Heavy Rock To The Land
Na pewno bez niespodzianek, ale za to z gwarancją jakości. Jørn Lande wprawdzie nie zaskakuje stylistyką, a jednak fani dostają porcję solidnego hard rocka w starym stylu, a przy tym niepozbawionego melodyki. Moim zdaniem jest to zdecydowanie jedna z najlepszych pozycji w dyskografii wytrwałego Norwega.

6. Lynyrd Skynyrd Last Of A Dyin' Breed
Jeszcze jeden udany desant "południowców". Z jednej strony nie ma tu technicznej pirotechniki, z drugiej są łapiące za serce kompozycje z jakże charakterystycznym klimatem, no i nie brak też humoru (bo tak traktuję np. takie nasiąknięte Presleyem "Mississipi Blood"). Lynyrd Skynyrd nie szaleje i nie wydaje nowego materiału co roku, ale jak już wyda, to zawsze jest to uczta dla uszu.

7. Dynazty Sultans Of Sin
Jest to przykład zespołu, który na swoją pozycję ciężko zapracował, w dodatku zrobił to w ciągu raptem kilku lat. Jasne, że pod względem sprzedaży płyt nie może się równać z tuzami lat '80 ubiegłego wieku, natomiast braku zgrabności i przebojowości kompozycjom Dynazty nawet na siłę zarzucić nie można.

8. Tango Down Identity Crisis
Kolejna załoga z wyrobioną marką. Trzeci album amerykańskiej formacji trzyma poziom cenionego przeze mnie wydawnictwa "Damage Control" i co mnie bardzo cieszy, znów nie brakuje na płycie wpadających w ucho gitarowych solówek (coraz rzadsza rzecz u kapel zza oceanu). Znajdziemy tutaj też cholernie dobrą, gardłową robotę Davida Reece'a.

9. Testament Dark Roots Of Earth
Dla odmiany na mojej liście coś z thrash metalu. Jeden z czołowych reprezentantów sceny Bay Area zarejestrował krążek, który postawiony obok klasyków Testamentu żadnej ujmy im nie przyniesie. Ma wszystko, co lubię w takiej muzyce. Jest techniczne wykonanie, jest rytmika, jest dobre brzmienie, no i nie brakuje solówek (kiedyś były lepsze, ale cóż, nie można mieć wszystkiego).

10. Dokken Broken Bones
Płyta ma swój urok, aczkolwiek w porównaniu do "Lightning Strikes Again" jest jednak słabsza, choćby brzmieniowo, nie wspominając o klasycznych pozycjach Dona i spółki. Z drugiej strony i tak wyprzedza w przedbiegach 95% albumów, które ukazały się w 2012 r., niech więc zamknie moje zestawienie za ten rok.

Do powyższej dziesiątki trzeba by jeszcze dorzucić kilka płyt godnych uwagi. Obroniły się wydawnictwa UFO, Accept, Slasha, Gotthard, Jaded Heart, KISS, Crazy Lixx, The Darkness, Hardline, Mad Max, Impera, Axela Rudiego Pella, Unisconic, Flying Colors, Trixter, Sunstorm, Europe i niewiele ponadto.

Oczekiwań muzycznych w stosunku do 2013 r. nie mam, choć jak zwykle mam nadzieję, że pozytywnych niespodzianek nie zabraknie.