GUITARRIZER

Christian Muenzner - Time WarpBai Bang - Livin' My DreamUriah Heep - Into The WildVoodoo Circle - Broken Heart SyndromeWhitesnake - Forevermore

Rok 2011 był w sumie dość podobny do kilku poprzednich - raz jeszcze puszczono w świat masę gówna, ale też ponad jego powierzchnię jak zwykle wypłynęło kilkadziesiąt bardzo udanych pozycji, dzięki czemu i tym razem pieszczot naszym uszom nie zabrakło. Przeważały pozycje z klasycznego hard rocka i hair metalu, słabiej było już z AOR-em i hołubionym przeze mnie od kilku lat melodyjnym progmetalem. Wybór pozycji do kolejnego zestawienia nie był wcale łatwy, po przemyśleniach wiele razy zmieniałem zdanie, ale w końcu oto, co mnie najbardziej urzekło:

1. Christian Muenzner - Timewarp
Jedna z najmilszych niespodzianek, w jakie obfitował ubiegły rok. Niemiecki gitarzysta na co dzień kojarzony ze stylistyką death metalową nagrał album mocno nawiązujący do wirtuozyjnych tradycji melodyjnego wymiatania w stylu lat '80. Masa świetnych pomysłów, błyskotliwych solówek i udanych zagrywek oraz umiejętne mieszanie gatunków muzycznych przywróciło mi wiarę w to, że era wirtuozów jeszcze się nie skończyła.

2. Bai Bang - Livin' My Dream
Sam w to nie mogę uwierzyć, że kapela, którą olewałem przez lata, zrobi na mnie kiedyś takie wrażenie. Słychać, że panowie się mocno przyłożyli do melodii i stworzyli klimat mocno kojarzący się z jakże utęsknionymi muzycznie latami osiemdziesiątymi. Po wielu przemyśleniach, po wielu "za" i niewielu "przeciw", jestem skłonny nadać "Livin' My Dream" tytuł jednej z najlepszych płyt roku 2011.

3. Uriah Heep - Into The Wild
Nowe dzieło weteranów z Uriah Heep było silnym pretendentem do czołówki na niniejszej liście, zanim jeszcze się ukazało. Jak to możliwe? Ano zespół ten jest konsekwentny w tym, co robi, jest przewidywalny i dlatego na 99% wiadomo było, jak będzie brzmiał jego kolejny album. Jedno z najlepszych hard rockowych wydawnictw ostatnich lat, choć dodam, że jednak nieco słabsze od "Wake The Sleeper".

4. Voodoo Circle - Broken Heart Syndrome
Pierwsza płyta projektu Alexa Beyrodta była bardzo fajna, jednak czegoś jej jeszcze brakowało, drugie wynurzenie ekipy wydaje się być już znacznie dojrzalsze. Masa dobrze zmajstrowanych i przemyślanych utworów. Jeszcze jeden dowód na to, że nawet w tak ogranym gatunku można wciąż mieć coś do przekazania.

5. Whitesnake - Forevermore
Bardzo pozytywnie zaskoczył mnie Coverdale i jego podkomendni. Album "Good To Be Bad" był niewątpliwie dobry, aczkolwiek w mojej opinii nieco przereklamowany i do tej pory jakoś nie mogę się do końca do niego przekonać. Za to "Forevermore" wpadło mi w ucho już od pierwszego przesłuchania, mimo iż jestem dość wybredny. Kierunek jest właściwy i dlatego życzyłbym sobie, by zespół utrzymał ten kurs.

6. Glen Drover - Metalusion
Nadzwyczaj udana fuzja metalu i jazzu w wykonaniu gitarzysty znanego z Megadeth i Eidolon. O tym, że Glen to utalentowany wioślarz, wiadomo było już od dawna, ale dopiero teraz muzyk ten pokazał, na co go tak naprawdę stać. Przy okazji wielki plus za udany cover Ala DiMeoli.

7. Steel Panther - Balls Out
Kolejna porcja muzycznych żartów od tej niby to parodiującej hair metal drużyny. Słychać, że to jednak coś więcej, bo mamy tu kapitalne solówki, dużo melodii i aż czuć klimat szalonych lat osiemdziesiątych. Płyta podobna do udanego debiutu, z tą różnicą, że moim zdaniem jeszcze lepsza!

8. Julian Angel's Beautiful Beast - Adult Oriented Candy
Niemiecki gitarzysta i wokalista bardzo ambitnie podszedł do sprawy. Uparł się, że jego płyta będzie brzmiała jakby była nagrana w 1989 r. i dołożył wszelkich starań, by tak właśnie było. W kategorii "hair metal" ścisła czołówka wydawnictw roku 2011.

9. Pagan's Mind - Heavenly Ecstasy
Typowo progresywnych rzeczy mało będzie na mojej liście "beściaków" 2011, a już tym bardziej cieżko będzie uświadczyć coś power metalowego. Norweska ekipa nagrała album zaskakujący, pełen smaczków i czerpiący to, co najlepsze w kilku gatunkach muzycznych. Dużo ciekawych melodii i wzorcowa produkcja rozbudzają apetyt na więcej takich wydawnictw.

10. Demon's Eye - The Stranger Within
Jeszcze jedna klasycznie hard rockowa pozycja na przygotowanej przeze mnie mojej liście wydawniczych hitów. Niemcy odwalili kawał dobrej roboty i w dodatku sprowadzili jednego z najlepszych wokalistów, jakiego w dzisiejszych czasach można mieć, lecz przede wszystkim dobrze pasującego do prezentowanego materiału. Rzecz wprawdzie wtórna, ale bez wątpienia świetnie się jej słucha.

11. TNT - A Farewell To Arms
Millsowi przechodzi ochota na wygłupy, a Ronniemu wraca chęć do grania w starym dobrym stylu, z jakiego TNT słynęło w połowie lat '80. Lepiej być chyba nie może. Grupie udało się zamieścić na krążku kilka przebojowych kompozycji i choćby z tego powodu "Pożegnanie Z Bronią" bije na głowę dwie poprzednie płyty tej kapeli.

12. Stryper - The Covering
Inna załoga istniejąca na rynku muzycznym od zarania dziejów, która jakoś nigdy nie należała do moich faworytów. Zdarzyło się jednak, że ostatni studyjny wypiek sprostał moim oczekiwaniom i nabrałem do zespołu sympatii. Zestaw coverów dobrany bardzo starannie i mimo drobnych zgrzytów tu i ówdzie nowe wynurzenie ekipy braci Sweetów uważam za ze wszech miar udane.

13. Dream Theater - A Dramatic Turn Of Events
Po kilku dobrych lecz nie rewelacyjnych albumach nowojorscy progmetalowcy zaskakują nas nadzwyczaj apetycznym krążkiem. Jak na razie jest to najbardziej udana pozycja w dyskografi Dream Theater od czasu wydania "Metropolois Part 2: Scenes From A Memory".

14. Alice Cooper - Welcome 2 My Nightmare
Już poprzednie dwa wydawnictwa Alicji były bardzo smakowite ("Along Came A Spier" i auto-covery "Alice Does Alice"), lecz "Welcome 2 My Nightmare" artystycznie podnosi poprzeczkę jeszcze wyżej. Zacząłem wierzyć, że możliwy jest powrót Coopera do stylistyki, w jakiej poruszał się na początku lat '90...

15. HARD - Even Keel
Doskonały przykład na to, jak przez ciągły upór w dążeniu do celu i z dodaniem odpowiedniego wokalisty można nagrywać jeszcze lepsze płyty. Większość zespołów traci z czasem parę, ale HARD pędzi do przodu jak lokomotywa. Kapitalna płyta utrzymana w klimatach hard rocka, gitarowego i wciąż ostrego, a jednak melodyjnego.

16. Coldspell - Out From The Cold
Coldspell zrobiło ogromny postęp w stosunku do tego, co prezentowało na swoim debiucie. Pierwszy zestaw utworów był poprawny, jednak szybko o nim zapomniałem, za to nowy krążek Szwedów prawie od razu przypadł mi do gustu i dzięki temu grupa z miejsca trafia do grona zespołów przeze mnie śledzonych (czytaj: z pewnością zapoznam się z ich kolejnym wydawnictwem)..

17. Symphony X - Iconoclast
Kolejna pozycja w dyskografii, której zespół ten nie musi się wstydzić. Płyta może nie najlepsza jak na możliwości tej zacnej grupy, ale jednak pod wieloma względami lepsza od poprzedniczki, zatem w finalnym rozrachunku okazało się, że warto było na nią (długo) czekać.

18. The Poodles - Performocracy
Jedna z najmilszych niespodzianek, jakie przyniósł mi zeszły rok. Szwedzi zrobili ogromne postępy w dziedzinie komponowania, aranżacji i ustawiania brzmienia. Jak dotąd nie należeli do grona moich ulubionych załóg, ale teraz będę uważnie śledził ich poczynania i z chęcią zapoznam się z ich kolejnym dziełem.

19. Hurtsmile - Hurtsmile
Z biegiem lat i z wydawnictwa na wydawnictwo coraz bardziej przekonuję się do głosu Gary'ego Cherone'a. Wydaje mi się, że gardło Gary'ego najlepiej pasuje właśnie do takiego materiału, jaki ten muzyk tutaj zaprezentował ze swym bratem i kolegami. Tym razem Cherone zyskal sporo w moich "uszach".

20. Sons Of Seasons - Magnisphyricon
Wahałem się, czy umieścić ich na mojej liście, bo połowa numerów nie robi tu na mnie dużego wrażenia, za to kilka pozostałych - owszem. Całkiem niezła porcja progmetalu symfonicznego, która po doszlifowaniu zaszłaby wyżej, a tak, klika numerów ciągnie ją w dół.

Bez problemu liczbę rekomendowanych przeze mnie pozycji mógłbym rozciągnąć o jakieś kolejne 30 pozycji. By się zbytnio nie rozpisywać, wymienię tylko inne zespoły, które w 2011 roku wydały ciekawe krążki. Tak więc pozytywnie nastawiły mnie także dzieła takich wykonawców jak: Stargazery, Aristocrats, The Magnificent, Vince Hawkins & Company Slave, Victory, Chickenfoot, Graveyard, ZeroGravity, The Itch, FarCry, Warrant, Michael Flexig, Kingdom Come, Zed Head, Don Airey, Human Zoo, Paul Sabu, Wicked Jester, Reckless Love, Derek Sherinian, Jardín de la Croix, Greg X, Andy Timmons Band, Megahera, Wicked Machine, Scale The Summit, Tony MacApline, Bad Habit, Introitus, Kruk, Lars Eric Mattson, Mr. Big, Michael Schenker, Leslie West, Lynyrd Skynyrd, Nasty Nuns, Bullet, Myrath, Bonfire, Grand Design, Revolution Hazy, Pushking, Tune, The Treatment, Royal Hunt, Shakra i płyta nagrana przez fanów w hołdzie Ronniemu Jamesowi Dio "To Heaven Through Hell".

A teraz pora na rozczarowania. Tradycyjnie już najbardziej rozczarowały mnie grupy, które mimo szumnych zapowiedzi nie zdołały wydać swoich płyt na czas i teraz nie mają wyboru - by się zrehabilitować, muszą wypuścić je w ciągu kolejnych dwunastu miesięcy. Przede wszystkim zawiódł najbardziej chyba oczekiwany Van Halen, wszak na nowe dzieło z Davidem Lee Rothem na wokalu napaliła się niemała cześć rockowych słuchaczy (a materiał był już podobno gotowy). Na czas nie wyrobili się też brodacze z ZZ Top, chociaż ponoć album ujrzy światło dzienne w marcu 2012 r., czyli już niedługo. Boli, że wciąż nie ma zapowiadanych dzieł Fifth Angel, Eclipse i Driver (ten ostatni prawdopodobnie ukaże się na początku 2012 r.). Miał być Lynch Mob... Tak czy inaczej, pewnie rok obecny zaskoczy nas równie pozytywnie. Warto czekać choćby na kolejne krążki H.e.at (sample umieszczone w necie powalają na kolana) i Fates Warning (z czystej ciekawości).