LSDISEASE

Hanoi Rocks - Street PoetryW.A.S.P. - DominatorRush - Snakes & ArrowsGreat White - Back To The RhythmScorpions - Humanity: Hour I

Po mrokach lat '90 ubiegłego wieku nastał moment wielkiego ożywienia w szeregach zespołów święcących swoje triumfy w latach '80. Zaczęła także pączkować cała masa nowych kapel, w mniejszym lub większym stopniu inspirująca się dokonaniami grup złotej ery hair metalu. O ile jakieś 5 lat temu można było mówić o ciekawym zjawisku, teraz nastąpił prawdziwy boom, czego dowodem są 2 ostatnie lata, masa reaktywacji i starego-nowego grania. Nareszcie jest w czym wybierać. Zatem wybieramy:)

1. Hanoi Rocks Street Poetry
Absolutna rewelacja. Jeden z najlepszych albumów, jakie nagrano po 2000 roku i jak dla mnie fenomen, bowiem mimo że po wysłuchaniu tego krążka bardziej zaznajomiłem się z twórczością Finów i polubiłem ich wczesne płyty, ta i tak zostaje moim faworytem. Album roku 2007 bezdyskusyjnie.

2. W.A.S.P. Dominator
Był to mój pierwszy kandydat do płyty roku i w końcówce stracił pozycję na rzecz najmłodszego dziecka Hanoi Rocks, mimo wszystko płyta równie udana. Jeden z najlepszych albumów Lawlessa i to cieszy zważywszy na to, że minęliśmy już półmetek pierwszej dekady nowego stulecia.

3. Rush Snakes & Arrows
Przyznam, że wiele sobie obiecywałem po tym krążku i nie do końca spełniły się moje oczekiwania, niemniej jednak to najlepsze, co chłopaki nagrali od ponad dekady. Po licznych wydawnictwach DVD w końcu trio wzięło się do roboty i zaserwowało fanom album na bardzo wysokim poziomie. A że to nie to samo co Moving Pictures...

4. Great White Back To The Rhythm
Powrót w naprawdę dobrym stylu. Co prawda do takiego Psycho City ten krążek się nie umywa, ale zawiera kilka dobrych i ze 3 doskonałe kompozycje. No i Jack Russell który dzielnie opiera się upływającemu czasowi. Śpiewa jakby miał ze dwie dychy mniej ;)

5. Scorpions Humanity: Hour I
W zasadzie mogę to samo napisać o tej płycie, co o albumie Great White. Scorpions już dawno nie byli w tak dobrej formie. Ostatni przyzwoity album jaki sobie przypominam to Pure Instinct. No i proszę udało się przynajmniej powrócić do takiej formy. Na płycie jest hard rock mili państwo ;)

6. Marilyn Manson Eat Me, Drink Me
Chociaż z hard rockiem ten album za wiele wspólnego nie ma, napewno ma wiele wspólnego z melodyjnym rockowym graniem, jakiego u Mansona już dawno nie było (Ostatnio się zdarzyło na Mechanical Animals). Brak tu jakichś odlotów, są po prostu piosenki. Jedne lepsze inne gorsze, ale zagrane z dużym wyczuciem i zaśpiewane z ogromną charyzmą.

7. Marillion Somewhere Else
Marillion już od dawna nie prezentuje formy, jaką przedstawiał na swoich wczesnych płytach. Ten album jednak oddaje doskonale ducha obecnych czasów i to bez popadania w banał. "Somewhere Else" to muzyka środka, raczej spokojna i kontemplacyjna. Albumu słucha się całkiem dobrze ale tylko w pewnych okolicznościach (na trzeźwo, inaczej można usnąć;))

8. The Cult Born Into This
Gdybym nie był ich fanem, pewnie nie wymieniłbym tego krążka. Ale jak się nie ma co się lubi... Tak czy owak, muzycy wrócili w stylu mało przekonywujacym, aczkolwiek jeśli mam wybierać między ich pierwszym powrotem 6 lat temu i obecnym, stawiam na obecną formę The Cult. Może nie rewelacyjną ale ciekawszą niż ta nu-metalowa sprzed kilku lat.

9. Winger Demo Anthology
Pozycja na liście niska, ale nie z powodu zawartości, albo właśnie z tego powodu, gdyż mamy tutaj w większości znany materiał, tylko że w wersjach roboczych. Rozpisywać się nie ma sensu, same dobre utwory, tyle że niestety trochę kulawe. Ponieważ nowość to w zasadzie nie jest, ląduje na ostatnim miejscu mojego zestawienia. Aczkolwiek polecam ;)

10. Crazy Lixx Loud Minority
Ta płyta wskoczyła na moją listę w ostatniej chwili. Co by nie mówić, to kawał porzšdnego rock and rolla, jakiego nie powstydziliby się chłopaki z Hanoi Rocks, a że Crazy Lixx to też Skandynawowie.. chwała Wikingom ;)

Tytułem podsumowania. Rok 2007 był rokiem udanym dla muzyki hard rockowej, gdyż pojawiło się sporo debiutantów, a i starzy wyjadacze pokazali, że potrafią zagrać jak przed laty, by Great White i Scorpions wspomnieć. Mam nadzieję, że po latach eksperymentów z samplami i industrialem kierunek rocka na przyszłość będzie taki, jak przedstawiłem w tym zestawieniu. Kilka rozczarowań, napewno. Przede wszystkim nowe płyty Megadeth i King Diamond, po których sobie wiele obiecywałem. Pewnym rozczarowaniem był też brak nowej płyty AC/DC, która od dawna jest zapowiadana. Mam nadzieję że rok 2008 będzie conajmniej tak udany.

GUCIOMIR

Crazy Lixx - Loud MinorityGotthard - Domino EffectEden's Curse - Eden's CurseShakra - InfectedDirty Penny - Take It Sleazy

1. Crazy Lixx Loud Minority
Wskoczyli na szczyt niemal w ostatniej chwili. Wydany pod koniec roku debiutancki krążek szwedzkiej formacji spowodował maleńkie trzęsienie ziemi na hard rockowej scenie. Chłopaki pokazali staruszkom jak powinno się grać. W młodości i świeżości tkwii siła! Kolosalny debiut

2. Gotthard Domino Effect
Pomimo kolejnego zakrętu w karierze udało im się stworzyć krążek, który na długo zapada w pamięć. Dzięki takim kapelom hard rock nadal ma szansę na odzyskanie popularności.

3. Eden's Curse Eden's Curse
Coś dla zakochanych w melodyjnych brzmieniach. Imponujący debiut i zarazem płyta, która "bardzo łatwo wchodzi".

4. Shakra Infected
Po odrobinę rozczarowującym Fall Szwajcarzy nagrali płytę godną porównania z fenomenalnym Rising. Idealna pozycja, kiedy ma się ochotę poczuć trochę mocy z głośników.

5. Circus Maximus Isolate
Krążek dla odmiany ciężki w odbiorze. Potrzebuje trochę czasu, aby się z nim oswoić i z czasem zaczyna się dostrzegać jego siłę. Muzyka dla wybrednych koneserów, wielbicieli progresywnych brzmień i Dream Theater.

6. Dirty Penny Take It Sleazy
Po okresie skandynawskiej dominacji Ameryka w końcu znalazła godną odpowiedź. Dirty Penny znają już chyba wszyscy fani Motley Crue.

7. David Readman David Readman
Gdyby Pink Cream 69 grało lżej, tak właśnie by to wyglądało. Produkcja Warda jak zawsze na poziomie.

8. Airbourne Runnin' Wild
Ciekawa, australijska krzyżówka AC/DC z wczesnym Def Leppard. Warto dać jej szansę.

9. Scorpions Humanity: Hour 1.
Weterani nie zawiedli. Nie zjednają sobie nowych fanów, powinni jednak uszczęśliwić tych, którzy od wielu lat emocjonują się ich twórczością. Dobra płyta.

10. The Poodles Sweet Trade
Zawsze w czołówce, nigdy na szczycie. Klątwa jak na razie nie opuszcza Szwedów. Dwójeczka jest bardzo dobrym albumem, którego świetnie się słucha.

Rozczarowanie roku?
W rywalizacji tej biorą udział przede wszystkim projekty, co do których pokładane były duże nadzieje. W tym roku zaciętą walkę stoczyli ze sobą Loverboy i solowy Sebastian Bach. Z jednej strony otrzymaliśmy nudny, pozbawiony inspiracji powrót AORowej legendy, a z drugiej wycie (bo śpiewem tego nazwać nie można) jednego z lepszych wokalistów w historii gatunku. W obu przypadkach wyszło "prawie ok", a jak wiadomo "prawie" robi wielką różnicę. Szkoda zmarnowanego potencjału.

NIENOR

Ozzy Osbourne - Black RainPink Cream 69 - In10sityShakra - InfectedVolnaya Staya - StayaMonstrum - VIII Dzień Tygodnia

Kilka lat wstecz rozpoczęło się dziwne, acz pocieszające zjawisku nawrotu mody nie tyle "lat '80", ale "na lata '80". W sklepach zaczęły pojawiać się potargane jeansy, buty wzorowane na kultowych kowbojkach, co nas interesuje najbardziej - coraz częściej w mediach pojawiają się muzycy przypominający naszych idoli tak wyglądem, jak i stylem muzycznym. Skoro jest popyt, pojawia się podaż, jak głosi wiecznie prawdziwe, stare prawo ekonomii. Słyszy się sporo o nowych albumach klasyków, klasycznych albumach "nowych", a i zagrzebane przez lata w medialnym zapomnieniu, na wierzch wypływają zespoły hard'n'heavy. O kilku z każdej grupy, którzy zwrócili moją największą uwagę w roku 2007, w kolejności niezobowiązującej, wspomnę.

1. Ozzy Osbourne Black Rain
Zapowiedziany jako ostatni w karierze Księcia Ciemności i bezwzględna klasyka gatunku. Jednym słowem pozycja obowiązkowa z urzędu!

2. Pink Cream 69 In10sity
Jedna z najważniejszych pozycji minionego roku. Chłopaki już chyba sami nie pamiętają ile wydali albumów, singli i demówek. Wciąż mają jednak pomysły na wciąż tą samą, świetną muzykę i za to należy im się specjalne miejsce na liście "The best of 2007". Wielkie brawa należą się za wierne utrzymywanie oryginalnego stylu zespołu - hard rock PC69!

3. Shakra Infected
Za każdym razem z jednakową niecierpliwością oczekuję ich kolejnego albumu i za każdym razem Shakra potrafi zachwycić mnie tą sobie swoistą mieszanką mocnego-metalowego uderzenia i hardrockowej melodyjności. Na tą infekcję szczepionki nie ma.

4. Volnaya Staya Staya
Odkrycie roku! Rasowy heavy metal w wykonaniu pięciu niezwykle ponętnych Rosjanek. Moc, której nie powstydziłby się żaden światowej sławy zespół. Tym paniom wróżę poważna karierę, a w mojej płytotece zajęły już miejsce na stałe.

5. Monstrum VIII Dzień Tygodnia
Płyta o niesłychanie dobrej słuchalności. Przesłuchałam ten album już 666 razy i nadal z przyjemnością wkładam go do odtwarzacza. Na polskiej scenie też może dziać się coś dobrego, jak widać. Lata pracy panów z Monstrum procentują w dojrzałym przesłaniu ostatniej płyty.

6. W.A.S.P. Dominator
Świetni jak zwykle, to jeden z tych składów, który rozgniata każdym kolejnym wydawnictwem. Trudno szukać czegokolwiek choćby w procencie podobnego do wyczynów Blackiego Lawlessa i ekipy, więc niech wśród moich typów na rok 2007 się znajdzie. O!

7. Jorn Unlocking The Past
Ten geniusz wokalu wypracował sobie już należne mistrzowi miejsce na scenie światowej. Choćby fakt, że do współpracy zaprosić dał mu się Don Airey dodaje temu albumowi punktów już na starcie. Pozycja obowiązkowa dla wielbicieli soczystych popisów wokalnych.

8. TNT The New Territory
Faktycznie panowie zawłaszczają nowe terytoria, bo płyta, choć w niewielkim stopniu podobna do poprzedniczki, "New Religion", porywa już po pierwszym przesłuchaniu.

9. Cornerstone Two Tales Of One Tomorrow
Jeden z tych zespołów, o których w prasie trąbić nie trzeba. Na efekty płodności artystycznej Dougie White'a i jego drużyny wyczekuje się z wypiekami na twarzy, a kiedy już dostanie się je w swoje ręce, trudno się nie cieszyć.

10. Great White Back To The Rhythm
Może trochę na wyrost nazywam ten album jednym z najlepszych w zeszłym roku, ale to bardziej przejaw mojej radości z powrotu zespołu na scenę i chęci powrotu do rytmu. Są momenty na tym wydawnictwie, kiedy ten dawny rekini rytm trudno przeoczyć, ale ja wciąż mam nadzieję na więcej. W ten sposób panowie uzyskują ode mnie duży kredyt zaufania. Liczę na spłatę niebawem.

FR3DRO

Circus Maximus - IsolateEden's Curse - Eden's CurseDream Theater - Systematic ChaosLoverboy - Just Getting StartedDavid Readman - David Readman

"God Gave Rock n' Roll to You", śpiewał swego czasu Russ Ballard w szeregach Argent (aczkolwiek tytułem małej dygresji przyznam szczerze, iż wersja KISS jakoś bardziej zawsze do mnie trafiała). Słowa jakże święte, mówiło się, że rock już umarł, że został dawno wyparty przez komercyjną popowo hip-hopową papkę, a jednak... proszę bardzo, z roku na rok pojawiają się coraz to ciekawsze wydawnictwa, coraz to bardziej odkrywcze debiuty, a i "weterani" rocka nie spoczęli na laurach, lecz zabierają się ostro do pracy i zamierzają dawkować nam coraz to nowsze rockowe wrażenia. Jeśli chodzi o rok 2007 obfitował on w rewelacyjne wydawnictwa i tak naprawdę wyłonienie 10 najlepszych jest nie lada trudnym zadaniem, no ale spróbuję:

1. Circus Maximus Isolate
Bezapelacyjnie płyta nr 1 A.D. 2007. Jako zagorzały fan twórczości Dream Theater podchodziłem do tego wydawnictwa bardzo sceptycznie, tym bardziej mając na uwadze równoczesne pojawienie się nowej płyty mistrzów prog metalu z Nowego Jorku. Okazało się, iż dzięki "Isolate" uwierzyłem na nowo w siłę tego gatunku muzycznego, uwierzyłem, że Norwegia jest kopalnią talentów wokalnych (patrz. Michael Eriksen) oraz, że nieznany nikomu debiutant ze Skandynawii może nagrać płytę, która ma szansę zapisać się do kanonu największych "magna opera" prog metalu, obok takich dzieł jak chociażby "Images And Words" DT czy "Parallels" Fates Warning. Swoją drogą zapraszam na moją recenzję płyty w HRS.

2. Eden's Curse Eden's Curse
I kolejny debiutant, tym razem "międzynarodowy" projekt muzyków z Wielkiej Brytanii, Niemiec i Stanów Zjednoczonych z debiutującym amerykańskim wokalistą Michaelem Edenem oraz niemieckim wirtuozem gitary Thoerstenem Koehne na czele. Jeśli ktoś kocha siarczystego melodyjnego hard rocka, a zarazem jedną z jego ulubionych kapel jest Steelheart, to grzechem będzie dla niego przejść obok tego albumu obojętnie.

3. Dream Theater Systematic Chaos
Najnowsze dzieło "bogów" prog metalu to rewelacyjna płyta, jednakże nie chwyta już za serducho tak, jak robiły to "Images And Words", "Awake" czy "SFaM". Głównym "problemem" Portnoya i spółki jest dążenie na siłę do tzw. komercjalizacji, chłopaki popełniają ten sam błąd, który swego czasu popełniła Metallica, tzn. nagrywają albumy zawierające w sobie komercyjne pioseneczki, ocierające się niebezpiecznie o nu-metal tylko po to, aby przyciągnąć do grona swoich fanów dzieciaków ścierających jeszcze smarki z nosa. Mam nadzieję, że następnym albumem zespół pójdzie po rozum do głowy. Jakkolwiek album zawiera w sobie perełki takie jak genialne "The Ministry Of Lost Souls", rewelacyjne "In The Presence Of Enemies part I i II" i najcięższe w historii grupy "The Dark Eternal Night" i za to plus z sentymentu, zaszczytne 3 miejsce (jak widać dwa oczka za debiutantami z Circus Maximus)

4. Loverboy Just Getting Started
Znakomity powrót po latach kanadyjskich "kochasiów", którzy pokazują, że nawet po tylu latach można dalej nagrać rewelacyjny, bezpretensjonalny "AORowy" album, który nawet najbardziej zatwardziałemu przeciwnikowi tego gatunku muzycznego wpadnie w ucho. Miejmy nadzieję, że cytując tytuł albumu, to dopiero początek...

5. David Readman David Readman
Wokalista Pink Cream 69 nagrał swój pierwszy solowy album i od razu zdaniem wielu okazał się on ogromną konkurencją dla nagrań macierzystej grupy tego utalentowanego wokalisty. Na zachętę dodam, iż w brzmieniu albumu słychać bardzo duże wpływy samego Whitesnake. I mam nadzieję, że samo to wystarczy, aby zachęcić każdego do zapoznania się z tym świetnym albumem.

6. Allen / Lande The Revenge
Duet wokalny Jorna Lande i Russella Allena w połączeniu z kompozytorską siłą szwedzkiego gitarzysty Magnusa Karlssona zachwycił wszystkich fanów melodyjnego grania w roku 2005 płytą "The Battle". Sukces płyty nie mógł nie doprowadzić do nagrania kontynuacji i tak w roku 2007 panowie w tym samym składzie uraczyli nas płytką "The Revenge". Album nie tak rewelacyjny i odkrywczy jak jego poprzednik, słychać wiele powielań schematów z "jedynki", tak jakby Karlssonowi zabrakło już pomysłów, jakkolwiek ze względu na takie perełki jak "Master Of Sorrow", "Just A Dream", "Gone To Far", "Wake Up Call" czy "Who Can You Trust", w moim zestawieniu nie mogło zabraknąć miejsca dla tego wydawnictwa.

7. Gotthard Domino Effect
O panach z Gotthard zbyt wiele pisać nie muszę, bo zapewne każdy dobrze zna i kojarzy. Cóż mogę w tym przypadku napisać. "Domino Effect" jest kolejnym dowodem na to, iż Steve Lee i spółka urodzili się z napisem hard rock na czole i rockować będą już chyba do końca życia. Panowie będą wciskać gaz do dechy w ich szybkich samochodach słuchając takich rockerów, jak chociażby "Heal Me", zaś panie będą wylewać łzy na balladkach, takich jak "Falling" czy "The Call". Pozycja obowiązkowa dla każdego określającego się mianem prawdziwego fana hard rocka.

8. Kevin Chalfant Fly 2 Freedom"
Kelvin Chalfant to mało znany wokalista udzielający się swego czasu w takich grupach, jak 707 czy The Storm. Przede wszystkim jednak wokalista ten znany jest jako swoisty "replacement" wielkiego wokalisty Journey - Steve Perry'ego, w okresach, gdy ten pierwszy miał problemy ze zdrowiem. Chalfant miejsca w Journey nie zagrzał, jednak sentyment pozostał i efektem tego jest rewelacyjny album zawierający w sobie 13 przecudownie zagranych i zaśpiewanych coverów Journey, takich, jak chociażby "Seperate Ways" czy "Who's Crying Now". Mnie osobiście aż łza zakręciła się w oku, a pan Neal Schon powinien teraz pluć sobie w twarz, że nie pozwolił temu świetnemu wokaliście pozostać w zespole. Polecam gorąco.

9. Jorn Unlocking The Past
Jorna Lande chyba także wielu osobom przedstawiać nie trzeba. Ten niesamowicie aktywny i zapracowany wokalista postanowił w roku 2007 uraczyć nas płytą zawierającą 10 coverów legend rocka, takich jak chociażby Whitesnake, Deep Purple czy KISS. Płyta świetnie zagrana, jak przystało na Jorna genialnie zaśpiewana, a chociażby ze względu na cover DP "Perfect Strangers", który moim zdaniem (a z tego co wiem także zdaniem wielu) wręcz przebił oryginał, płyta godna jest zapoznania, a także godna znalezienia się w zestawieniu 10 najlepszych płyt 2007 roku.

10. Frederiksen / Denander Baptism By Fire
Przyznam szczerze, iż przy tym numerze miałem duże wątpliwości, albowiem albumów, które pojawiły się na rynku muzycznym w 2007 roku i które jak najbardziej zasługują na uznanie jest dużo więcej i chciałoby się wymienić i opisać je wszystkie. Zastrzeżenie naczelnego było jednak wyraźne: tylko 10 albumów, więc nie przekraczam tej magicznej dziesiątki... Wybór padł na projekt Frederiksen / Denander i ich płytkę "Baptism By Fire". Duet Fergie Frederiksen i Tommy Denander nagrał album, którego słucha się niesamowicie przyjemnie i bezpretensjonalnie. Jest to dawka porządnego melodyjnego rocka z ogromymi wpływami AORu, w której brakuje wypełniaczy, utworów nagranych na siłę. Każdy utwór ma w sobie to coś, co powoduje ciągłe ciarki na plecach, a kawałki takie jak "Let Him Go", "Silver Lining", "Crossing Over" czy "Written In Stone" swoją melodyjnością i genialnymi wręcz refrenami po prostu porażają. Do tego dodam jeszcze, że płytkę zmiksował sam Dennis Ward i tym samym mamy mieszankę wybuchową. Polecam wszystkim fanom melodyjnego, klimatycznego grania.

Na zakończenie wspomnę jedynie o kilku albumach, których nie wymieniłem, a które na uwzględnienie niewątpliwie zasługują. Te albumy to przede wszystkim Empire "Chasing Shadows", Heartland "Mind Your Heart", Ted Poley "Smile", Sequel "Back", Bon Jovi "Lost Highway" czy Shakra "Infected".

Reasumując, jak widać na załączonym obrazku, rok 2007 był niesamowicie obfity w wydawnictwa z jednej hard rockowej półki. Jednocześnie wyrażam nadzieję, że bieżący rok 2008 będzie pod tym względem jeszcze bogatszy, przez co będziemy już musieli robić zestawienie co najmniej 20 najlepszych płyt, bo liczba 10 tego wszystkiego nie pomieści. Mając na uwadze docierające wieści na temat premier płytowych można mieć nadzieję, że życzenie to się spełni; wspomnieć można chociażby takie zbliżające się premiery jak Whitesnake "Good To Be Bad", House Of Lords "Come To My Kingdom", Jorn "Lonely Are The Brave", Dokken "Lightning Strikes Again", White Lion "The Return Of The Pride" czy Asia "Phoenix". Tego zarówno sobie, jak i Wam wszystkim życzę.

CRUEHEAD

Sixx A.M. - Heroin DiariesPoets & Pornstars - Poets & PornstarsSatellite Party - Ultra PayloadedStreet PoetryCrashdïet - The Unattractive Revolution - Crashdïet - Unattractive Revolution

Nadejście lepszych czasów dla szeroko rozumianej muzyki hard rockowej jest zapowiadane już od kilku lat.. I rzeczywiście z roku na rok otrzymujemy coraz więcej bardzo dobrych albumów. Dotyczy to zarówno wielkich powrotów, jak i debiutantów, którzy niejako wcielają się w role swoich dawniejszych idoli, serwując nam kawał porządnej, świeżo zagranej muzyki. To chyba pierwszy od wielu lat rok, kiedy wziąłem do ręki wszystkie kupione w tym roku albumy rockowe i naprawdę trudno było wybrać TĘ dziesiątkę, a jednocześnie pozostawić poza nią kilku naprawdę udanych płyt. Kto wie, czy za jakiś czas lista ta nie wyglądałaby inaczej, ale na dzień dzisiejszy prezentuje się tak:

1. Sixx A.M. Heroin Diaries
Nie ukrywam, że zdolności kompozytorskie Sixxa robią na mnie wrażenie "od zawsze", ale jego połączone siły z Jamesem Michaelem i DJ Ashbą, spowodowały, że mamy do czynienie z albumem wyjątkowym. To współczesna muzyka, nawiązująca zarówno do tego za czym tęsknimy, ale jednocześnie śmiało spoglądająca w przyszłość, a do tego fantastycznie zagrana i zaśpiewana (James Michael, do tej pory unikał mikrofonu).

2. Poets & Pornstars Poets & Pornstars
Nadchodzi nowe pokolenie z Sunset Strip! Połączenie klimatów tak popularnych dla tego regionu w latach '80 ze współczesnym brzmieniem i młodością. Warto się przyglądać temu zespołowi, oby to był początek ich drogi. A na dodatek warto przyjrzeć się basistce...

3. Satellite Party Ultra Payloaded
Najmniej hard rockowy spośród wszystkich krążków branych przeze mnie pod uwagę do tego zestawienia. Ale uwielbiam go słuchać, jest pełen radości tworzenia muzyki, a do tego fantastycznie zagrany i wyprodukowany. Udział Nuna B. z Extreme jest dodatkowym atutem tego albumu. To muzyka dobra zarówno na długie zimowe wieczory, jak i ciepłe, nudne poranki.

4. Hanoi Rocks Street Poety
Dowód na to, że powrót może być naprawdę udany, a nie jest jedynie aktem nostalgii. Ten album to kawał porządnego hard rocka z tak charakterystycznym dla Skandynawów sleazowym zacięciem. Monroe brzmi świetnie jak kiedyś, a reszta załogi może nawet lepiej.

5. Crashdïet The Unattractive Revolution
Bardzo udana kontynuacja rewelacyjnego "Rest In Sleeze". Pomimo tragicznej zmiany na stanowisku frontmana zespół nagrał bardzo dobry, już charakterystyczny dla siebie album. Dla mnie wysunęli się na czoło tej całej fantastycznej grupy zespołów glamowo-sleazowych ze Skandynawii.

6. Type O' Negative Dead Again"
Tytuł albumu mówi wszystko, zespół znowu umarł, co w ich specyficznym przypadku stanowi o nowym życiu. Album pełen jest ich własnego, charakterystycznego klimatu, ale dodatkowo jest wiele ukłonów w kierunku klasyki gatunku. Dla wszystkich tych, dla których przygoda z Type skończyła się w okolicach "Oktober Rust", pozycja obowiązkowa, wrócili!

7. Rush Snakes & Arrows
Możliwe, że to nienajlepszy album tej ikony progresywnego grania, ale w dzisiejszych czasach i tak wydaje się dziełem wyjątkowym. Starzy fani pewnie czują satysfakcję, mam też wrażenie, że dzięki takim albumom i rewelacyjnym singlom jak "Far Cry" wciąż mogą liczyć na nowych odbiorców.

8. Porcupine Tree Fear Of A Blank Planet
Najnowsze dziecko zespołu i ich wyjątkowo płodnego frontmana dostarcza nam całą masę emocji. Mamy tu nostalgiczne, pełne uroku klimaty, a także dawkę ciężkostrawnego, mocnego, progresywnego grania. Nie jest to może najłatwiejsza w odbiorze płyta zespołu, ale zdecydowanie jest najdojrzalsza i za jakiś czas z pewnością stanie się klasyczna.

9. Pink Cream 69 In10sity
Sam jestem zaskoczony, że dopiero teraz ci niemieccy weterani hard rocka zdołali mnie do siebie przekonać. Trudno tu dopatrywać się brzemienia tylu wspólnych lat tworzenia, na tym albumie muzyka jest świeża i przejrzysta. Hard rock w najlepszym wydaniu.

10. Lessdress Sugarfree
Kiedy już zapomniałem, że i u nas były zespoły potrafiące grać hard rocka na światowym poziomie, powrócił właśnie Lessdress ze swoim nowym krążkiem. Esencja rockowego rzemiosła w każdym calu i do tego jak zagrana. Trudno doszukać się nawet niedostatków produkcyjnych, które często są zmorą rodzimych produkcji. Brawo dla zespołu za stabilność uczuć, za odwagę i upór (który musiał być duży biorąc pod uwagę nasze realia).

Na koniec muszę jeszcze wspomnieć o takich zespołach jak Dirty Penny, Gypsy Pistoleros czy Crazy Lixx. Wydane przez te zespoły albumy w 2007 roku dowodzą, że hard rock ma się dobrze, a perspektywy są jeszcze lepsze. Prawdopodobnie czasy wypełniania stadionów już nie wrócą, ale ta muzyka coraz mocniej zaznacza swoją obecność na współczesnej scenie.

I kilka rozczarowań. Zdecydowanie Sebastian Bach wykrzyczał sobie nagrodę za największą negatywną niespodziankę. I albumy z coverami. Takie zespoły jak Queensryche, Tesla, czy Poison ucieszyłyby zapewne niejednego wydając nowy studyjny materiał. A tak mamy wielkie rozczarowanie, szczególnie dotyczące tych dwóch pierwszych grup, które tak bardzo cenię. Bo Poison akurat sobie z tym zadaniem, ku mojemu zaskoczeniu, najlepiej poradził.

GUITARRIZER

Lillian Axe - Waters RisingCornerstone - Two Tales Of One TomorrowCircus Maximus - IsolateLoud Lion - Love Will Break Your HeartGotthard - Domino Effect

1. Lillian Axe Waters Rising
Walka o pierwsze miejsce była bardzo zacięta, ostateczna bitwa jak zwykle rozegrała się pod koniec roku. Postanowiłem wyróżnić powracający w chwale Lillian Axe, właśnie za ten udany powrót. Punktowanie muzyki zawsze jest subiektywne, to nie sport, nie ma tu żadnych kryteriow oceny innych niż własny gust. Lillian w drugiej połowie roku bardzo często gościł w moich głośnikach, więc jego wybór na podium był dość naturalny. Chłopaki nadal grają hard rocka, może trochę na nowoczesną nutę, lecz w ich wykonaniu wypada to naprawdę dobrze.

2. Cornerstone Two Tales Of One Tomorrow
Od samego początku płyta była moim faworytem do pierwszego miejsca, przez kilka miesięcy roku 2007 prawie nie schodziła z mojego odtwarzacza. Jestem fanem Cornera w dużo większym stopniu niż innych projektów White'a i jak zauważyłem, właśnie tutaj jego głos pasuje najlepiej, zwłaszcza że i najlepsze linie melodyczne Dougie komponuje do spółki z Mogensenem. Album jakby pozostaje nieco w tyle za dwoma poprzednimi wydawnictwami, ale wciąż słychać, że jest to ten sam stary dobry Cornerstone.

3. Circus Maximus Isolate
Ta kapela to prawdziwe objawienie melodyjnego progresu. O ile pod względem struktur utworów zespół nie wyróżnia się aż tak bardzo z licznego grona podobnie grających grup, o tyle jego wokalista godny jest wzmianki. Jak wiadomo, w muzyce śpiewanej rola gardłowego ma strategiczne znaczenie - może podnieść całość na kompozytorskie wyżyny, ale i zepsuć nawet najbardziej genialne kawałki zmajstrowane przez resztę muzyków. Tym razem na szczęście Michael Eriksen odwalił kawał dobrej roboty.

4. Loud Lion Love Will Break Your Heart
Pierwotnie miałem nie zamieszczać tego mini-longplaya w zestawieniu właśnie dlatego, że to tylko EP-ka, a nie pełnometrażowe wydawnictwo. Miałem nadzieję, że debiutancki album projektu wyjdzie jeszcze w zeszłym roku, niestety nie wyszedł. Na krążku znalazło się raptem kilka utworów, ale za to tak dobrych, że pominięcie ich w zestawieniu byłoby ciężkim wykroczeniem wobec tych, którzy uwielbiają melodyjny hard rock. Kiedy usłyszałem "The Hills Have Eyes", nie miałem wątpliwości, że ta kopia Def Leppard jest conajmniej tak dobra jak oryginał.

5. Gotthard Domino Effect
Ten zespół potrafi się sprzedać i ma w swym rodzinnym kraju status gwiazdy, co ma o tyle znaczenie, że w Polsce nadal w mediach promuje się jakąś bezkształtną papkę. Wprawdzie wolę starsze płyty grupy, ale doceniam niełatwy fakt promowania hard rocka w świecie zalanym hip-hopem, gdzie muzyka rockowa jako całość jest w sumie pojęciem marginalnym. Fajnie jest pomyśleć, że są jeszcze kraje, gdzie istnieją silne rockowe bastiony. Pamiętajcie Panowie, najpierw obrona, a potem atak!

6. Pink Cream 69 In10sity
Tę z kolei formację bardzo cenię za wytrwałość i konsekwencję. Kapela istnieje już chyba ze 20 lat i wciąż jest wierna swemu brzmieniu, cały czas robi swoje, nie ogląda się na mody. Jest to chyba taki rodzaj hard rocka, jaki ma szanse przetrwać jakoś w dzisiejszych czasach. Kolejna dobra pozycja w dyskografii grupy, która wywarła znaczny wpływ na rozwój kilku kapel, jakie bardzo lubię. Ponadto obecność tego krążka w zestawieniu tłumaczą jeszcze dwie inne okoliczności - całkiem niezła solowa płyta Readmana i wkład producencki Warda w powstawanie wielu zeszłorocznych albumów (Dennis otrzymuje ode mnie tytul "czlowieka roku").

7. W.A.S.P. Dominator
Po neonowych eksperymentach ekipa Blackiego poszła po rozum do głowy i nagrała coś w stylu swych klasycznych wydawnictw. Chociaż w mój gust najbardziej trafia debiut "perwersów", ten krążek też się broni. Nie trafia do mnie prawie połowa kompozycji, ale to nie nowość, w całości nie podobała mi się żadna z dotychczasowych płyt W.A.S.P. Za to wielki plus dla rysownika okładki, gdyż ze względu na swe archeologiczne zapędy uwielbiam czaszki i plus dla zespołu, że tę okładkę zaakceptował.

8. TNT The New Terrirtory
Bardzo odważny eksperyment i w zasadzie udany. Przed wydaniem krążka miałem poważne wątpliwości, czy zatrudnienie Millsa (za którym nie za bardzo przepadam) w roli wokalisty to dobry pomysł. Okazało się, że jest on nawet całkiem strawny, jego obecność kompozycji nie kaleczy. Na płycie znalazło się kilka kawałków, które bym z niej usunął, ale to nie ja jestem wydawcą dzieł TNT. Nie da się ukryć, że w zestawie mamy też kilka zgrabnych hitów, dzięki którym zespół trafia do niniejszego zestawienia.

9. Redline Ignition
Jeden z interesujących debiutów ubiegłego roku. Zespół pochodzi z Wielkiej Brytanii i gra typową mieszankę z pogranicza brytyjskiego hard rocka gdzieś z klimatów Saxon czy Motörhead i amerykańskiego hair metalu, jest bardzo melodyjnie i dynamicznie. Repertuar powinien spodobać się wszelkiej maści motocyklistom, ale nie tym bawiącym się skuterami czy ścigaczami, raczej tym od Harleyów. Liczba ballad ograniczona do minimum, stąd wnioskuję, że docelowi odbiorcy to płeć brzydka, choć fankami zepół napewno nie pogardzi ;)

10. Volnaya Staya Staya
Już miałem na tej pozycji umieścić ostatnie dzieło Dream Theater, ale te piękne panie w ostatniej chwili go zdeklasowały. Nie, z pewnością Rosjanki nie posiadają większych umiejętności technicznych, nawet nie mają takich umiejętności jak Arija, ale DT nagrało dość ciężko strawną płytę, w dodatku gorszą od lubianego przeze mnie "Octavarium"... więc... jak to leciało w dowcipie - sorry Winnetou ;). Obok Amerykanek z Jaded, Volnaya Staya ma szansę godnie zastąpić Vixen i Phantom Blue. Teksty w języku rosyjskim trochę ograniczają pole manewru, ale skro udało się Tatu, to i ich piękniejszym koleżankom warto kibicować.

W moim zestawieniu nie znalazło się wiele ciekawych pozycji, które z jakichś względów nie mogły się w nim znaleźć. Nie wymieniłem "demówek" Wingera, bowiem nie jest to nowy materiał, a same utwory były dostępne już wcześniej w drugim obiegu, po prostu teraz Kip zdecydował się je zebrać i opublikować w formie CD. Z podobnych powodów nie ująłem ostatniego dzieła Steve'a Vaia, gdyż wirtuoz nagrał tylko nowe wersje swoich starych przebojów, także zarejestrowane zostały one juz wcześniej, a teraz tylko wydane. Ze względu na ograniczenie listy do "dziesiątki najlepszych", musiało z niej wypaść wiele pozycji (z marszu mógłbym wymienić jeszcze jedną"dychę"), ale kto czyta nasz serwis regularnie, wie, że godnych uwagi płyt było naprawdę znacznie więcej.

Ubiegły rok uważam za BARDZO udany pod względem muzycznym i to nie tylko ze względu na płytowe wydawnictwa i udane powroty. Cieszy mnie coraz większa skala dostępnych festiwali, które wzorem Sweden Rock Festival wyrastają w różnych regionach świata. Wystarczy spojrzeć tylko na przyszłoroczną obsadę wspomnianego szwedzkiego festiwalu, czy też formacje mające wystąpić na imprezach jak Z Rock 08, Rocklahoma, lub Bang Your Head Festival, by nabrać przekonania, że jednak jest zapotrzebowanie na takie granie - jest i publiczność i wykonawcy. Jako "buszujący w sieci" dostrzegłem też wysyp interesujących stron traktujących o hard rocku i gatunkach pokrewnych, nie wspominając już o sleaze rocku, który zdaje się przeżywać swój renesans. Jeśli do tego doliczyć fakt, że i thrash metal się odradza (ten gatunek też lubię), o czym świadczy zainteresowanie nowymi albumami takich gwiazd jak Kreator czy Megadeth, to można z optymizmem patrzeć w przyszłość. Z samych zapowiedzi na rok bieżący i z dostępnych sampli można też wnioskować, że czeka nas rok równie udany. Nadchodzi nowy Dokken i House Of Lords, zbliżają sie debiuty Tempestt, Loud Lion i H.E.A.T., jest na co czekać...