TURBO - Dorosłe dzieci


Wydawca: Polton/Metal Mind Productions
Rok wydania: 1983/2016 (LP)

Strona A:
  1. Szalony Ikar
  2. Przegadane dni
  3. W sobie
  4. Ktoś zamienił
  5. Pozorne życie
Strona B:
  1. Toczy się po linie
  2. Nie znaczysz nic
  3. Mówili kiedyś
  4. Dorosłe dzieci
Turbo - Dorosłe dzieci LP (1983/2015)

Skład: Grzegorz Kupczyk - śpiew; Wojciech Hoffmann - gitary; Andrzej Łysów - gitary; Piotr Przybylski - gitara basowa; Wojciech Anioła - perkusja

Produkcja: Janusz Maślak

Recenzowanie płyt, które na stałe weszły do kanonu swojego gatunku - w tym przypadku rocka i metalu - nie należy do zadań łatwych. Nie ma wprawdzie wątpliwości związanych z niedostateczną ilością odsłuchań materiału, które czasami towarzyszą opisywaniu płytowych premier. Wręcz przeciwnie, są to pozycje doskonale znane każdemu, kto dał się uwieść soczystemu brzmieniu gitar i mocnemu pulsowi sekcji rytmicznej. A jednak... nasuwa się pytanie, czy estyma, jaką cieszy się dany album, to wyłącznie zasługa jego zawartości...? Inaczej na dane wydawnictwo patrzyli recenzenci w przededniu jego premiery, gdy zespół dziś uważany za kultowy dopiero stawiał pierwsze kroki na scenie. Inaczej patrzymy na nie teraz, po kilku dekadach, ze świadomością, jak mocno odcisnął się w pamięci swojego pokolenia i jak silny wpływ wywarł na następne generacje. Recenzje retrospektywne to więc suma faktycznej wartości nagrań i wspomnień odbiorcy z nimi związanych, pomnożona przez czynnik "kultowości" - przyjmując, że takowy w ogóle istnieje. Czasami jednak warto odrzucić obawy związane z brakiem obiektywizmu i na krótką chwilę zapomnieć o całym osobistym bagażu. Spróbujmy więc sobie wyobrazić, że jest rok 1983, a my po raz pierwszy kładziemy igłę na czarnym krążku wydanym przez poznański zespół. Nazwa tej formacji jest nam znana - zapewne z Listy Przebojów Programu Trzeciego. Czy to nie oni zaliczyli rok temu, w sierpniu, imponujący skok z 12. miejsca na drugą, a potem pierwszą pozycję listy...? Teraz po raz pierwszy słyszymy płytę zatytułowaną tak samo, jak ballada, która do października konkurowała w notowaniu Trójki z Autobiografią Perfectu, Zwierzeniami kontestatora TSA czy melodyjnymi przebojami Lady Pank... Prędzej czy później w sztywne ramy tej maskarady wkradnie się perspektywa roku 2016, to nieuniknione. Łatwiej jednak próbować cofnąć się w czasie, odsuwając na bok wszelkie kompaktowe reedycje płyty, o ktorej mowa. A więc - wrócić do odsłuchu Dorosłych dzieci grupy Turbo z ich pierwotnego nośnika, zwłaszcza, że płyta powraca do tego formatu po ponad trzydziestu latach nakładem Metal Mind Productions.

Wybór Szalonego Ikara jako pierwszego na płycie utworu wydaje się sugerować, że już w momencie debiutu Turbo chciało się zaprezentować jako zespół umiejętnie łączący atrybuty tworu dopiero się u nas kształtującego, a więc muzyki metalowej (tempo i ciężar) z melodią. Niezależnie od rzeczywistych założeń przy ustalaniu kolejności nagrań na płycie, był to z pewnością trafny wybór. Pierwszym przystankiem w podróży w czasie jest zatem utwór, który tradycyjnie interpretuje się jako "maidenowski" w wyrazie, okraszony galopującymi na złamanie karku riffami kojarzącymi się choćby z Phantom Of The Opera z debiutu Harrisa i kolegów. Na taśmie udało się uchwycić pierwotną energię dopiero scalającego się w warunkach nagraniowych zespołu. Brzmienie poszczególnych instrumentów (zwłaszcza gitar Wojciecha Hoffmanna i Andrzeja Łysowa) jest spójne, ale jednocześnie selektywne. Za sekcją instrumentalną w tyle nie pozostaje Grzegorz Kupczyk. W 1983 roku można było zastanawiać się, w jakim kierunku rozwinie się on jako wokalista, dziś trudno nie oprzeć się wrażeniu, jak młodzieńczo mimo swej mocy brzmi ten głos na Dorosłych... Następne na płycie Przegadane dni to gęste zagrywki gitarowe, zadziorny wokal i przede wszystkim znakomicie wyodrębniający się na tle reszty instrumentów bas przy współudziale dudniącej perkusji. Wsłuchanie się w tekst nasuwa zaś refleksję, jak uniwersalnego wymiaru zyskały teksty początkowo mocno osadzone w realiach swoich czasów... Pełne goryczy liryki Andrzeja Sobczaka nie straciły na aktualności pomimo faktu, że wśród nas zabrakło zarówno jego, jak i wielu spośród ówczesnych adresatów jego tekstów. Czasem jednak... tekstu nie potrzeba i trzeci na płycie utwór jest właśnie takim przykładem. W sobie jest kompozycją instrumentalną, o wiele łagodniejszą aniżeli te, które znajdziemy na następnych płytach w dyskografii Turbo. Jest w niej jednak coś, dzięki czemu pamięta się ją lepiej, aniżeli Narodziny demona czy Bramy galaktyk - jakiś nieuchwytny wyraz artystycznej ekspresji, ładunek emocji...? A do tego absolutnie urzekająca melodia. Jakby na przekór takiemu nastrojowi, Ktoś zamienił wdziera się w eter z całą gwałtownością heavy metalowej galopady. Również i wokal brzmi nieco surowiej choćby w porównaniu z Ikarem. Jako piąte z kolei w głośnikach rozbrzmiewa Pozorne życie. Numer znów zwalnia tempa w porównaniu z poprzednikiem, jednak nie odbija się to na jego sile wyrazu. Liryczne, doskonale spajające się ze sobą brzmienia gitar, niespieszna praca sekcji rytmicznej, pełna ekspresji interpretacja wokalna wyrazistego tekstu... Ballada pozostaje w jaskrawym kontraście z następującym zaraz po niej utworem Toczy się po linie. Ten pędzi na oślep ze swoim ciężkim, zdecydowanie bardziej surowym i "brudnym" brzmieniem i śpiewem momentami balansującym na granicy krzyku (z naciskiem na wokalizy, jakimi okraszane są kolejne zwrotki). Z utworu zdecydowanie wyodrębnia się swoiście zrytmizowany refren, nasuwający skojarzenia z dziecięcymi wierszykami czy wyliczankami. Nie znaczysz nic otwiera dość oszczędny riff, później na prowadzenie wysuwa się Wojciech Anioła za zestawem perkusyjnym. Znów pobrzmiewają tu - i to wyraźnie - echa wczesnego Maiden. Mówili kiedyś to jedyna na płycie kompozycja pozazespołowa - popełnił ją bowiem... założyciel formacji, Henryk Tomczak (wcześniej grający w zasłużonych dla kształtowania się polskiej sceny rockowej formacjach Stress i Heam). To zarazem najkrótsza na płycie kompozycja. W jej pierwszych kilkunastu sekundach można dopatrywać się nawiązań do dość zachowawczego stylu nagrań Turbo z pierwszego okresu działalności. Później jednak nabiera odpowiedniej zadziorności, zwłaszcza w warstwie wokalnej. A utwór dziewiąty...? Już w momencie ukazania się longplaya Dorosłe dzieci kompozycja tytułowa była doskonale znana potencjalnym odbiorcom. Jak pokazały następne lata, wryła się ona w pamięć słuchaczom na tyle mocno, by zyskać sobie miano kultowej. Była ona błogosławieństwem i przekleństwem zespołu, utworem nazywanym głosem pokolenia i tym, do którego niesłusznie zawężało się artystyczny dorobek Turbo. A... poza tym? To doskonale zaaranżowana i skomponowana, rozbudowana kompozycja mocno osadzona w balladowej tradycji muzyki rockowej. Jest więc łagodne, w tym wypadku akustyczne intro wprowadzające główny motyw całości, są relatywnie wyważone zwrotki i emfatyczne refreny. Cóż można dodać - o Dorosłych dzieciach pisano już wiele. Niewątpliwie zanalizowano już w najmniejszych szczegółach interpretację wokalną utworu, znakomitą pracę gitar, znaczenie (czy wręcz znaczenia) tekstu, jego wkład w świadomość ówczesnej młodzieży i kontrkulturę lat '80... Trzydzieści trzy lata po ukazaniu się płyty, na której zamieszczono utwór, nie wypada powtarzać poprzedników. Pozostaje tylko dodać, że pod względem muzycznym i wykonawczym jest to udany finał znakomitego albumu.

Dorosłe dzieci to zarazem koniec tej podróży w czasie. Nie ma bonusów znanych z wydawnictw kompaktowych, utworów, których pierwotnie na Dorosłych... nie zamieszczono. Nie ma zadziornego Ach, nie bądź taki śmiały, melodyjnego Jak w ogień czy też koncertowego, niezmiennie przejmującego nagrania Fabryki keksów. Jest cichnący trzask winyla i zupełnie współczesna, bo mimo wszystko kształtowana przez perspektywę roku 2016 świadomość. Świadomość, że ten czarny krążek wędrujący z powrotem do koperty to jedno z najważniejszych wydawnictw swoich czasów. Kto wie, jak brzmiałyby późniejsze zespoły - te kształtujące muzyczną świadomość pokolenia dorastającego w latach dziewięćdziesiątych i wczesnych dwutysięcznych - gdyby nie klasyczne płyty formacji takich jak Turbo, TSA czy KAT...? Na szczęście, nie musimy się nad tym zastanawiać. Czy Dorosłych dzieci będziesz jednak odtąd słuchać za pośrednictwem lśniącego nowością wydania Metal Mind Productions...? A może pozostaniesz wierny/a zmaltretowanej płycie z nieco naderwaną, tu i ówdzie zapleśniałą okładką, zachowanej w Twojej kolekcji od wczesnej młodości lub wyszperanej gdzieś w suterenie zaadaptowanej na komis płytowy...? Jak zaśpiewał Grzegorz Kupczyk w 1985r. na kolejnej płycie Turbo (która, miejmy nadzieję, również doczeka się swej reedycji na winylu) - tu, czy tam - wybieraj sam....

Oficjalna strona zespołu Turbo: www.turbo.art.pl/