Savana - wywiad

*** SAVANA: "Praca, umiejętności, czy nawet talent nie wystarczą..."***

Brani przez słuchaczy za zespół z zagranicy, mieli potencjał, by stać się eksportową dumą naszego kraju. Mogli śmiało konkurować choćby ze święcącym podówczas triumfy na listach przebojów Dire Straits. Na przeszkodzie stanęła jednak ówczesna sytuacja polityczna - mówimy bowiem o dzisiaj już odległej rzeczywistości pierwszej połowy lat osiemdziesiątych... Podcięte zespołowi skrzydła zaowocowały ostatecznym rozwiązaniem zespołu w 1985r. Jego twórczość zostaje usunięta w cień, ale nie zapomniana. Nazwa pojawia się tu i ówdzie we wspomnieniach słuchaczy-pasjonatów... Wreszcie w 2015 roku, dzięki wysiłkom GAD Records, trójmiejska Savana powraca po trzydziestu latach od zakończenia działalności artystycznej. A czy muzycy, którzy tworzyli ów szczególny na polskiej scenie rockowej lat '80 zespół, są zadowoleni z kompaktowej reedycji swoich nagrań? Jak z perspektywy czasowej patrzą na zarejestrowany trzy dekady temu materiał i jakie inspiracje za nim stoją? I wreszcie - jak po latach komentują fakty, które skłoniły ich do zaprzestania działalności? Hard Rock Service udało się dotrzeć do Marka Tomaszewskiego (śpiew, gitara) i Krzysztofa Jarkowskiego (gitary, instrumenty klawiszowe) i zachęcić niegdyś współtworzących Savanę muzyków do wspomnień. Zapraszamy do lektury!

HARD ROCK SERVICE: Savana zakończyła działalność w 1985r. To oznacza, że od wydania jedynej płyty zespołu do momentu ukazania się jej reedycji za pośrednictwem GAD Records minęło ponad trzydzieści lat. Czy przez te lata powracaliście do tych nagrań? Czy sądziliście, że kiedykolwiek zostaną ponownie wydane?

MAREK TOMASZEWSKI: Miałem kilka egzemplarzy naszej płyty na winylu. Na początku pobytu w USA miałem odtwarzacz płyt winylowych i od czasu do czasu powracałem do tych nagrań. Krzysztof Jarkowski przesłał mi kopie naszej płyty Savana nagranej z taśmy-matki na CD i wtedy częściej zacząłem ich słuchać. Nie sądziłem, że płyta zostanie ponownie wydana. Osoby które słuchały płyty w USA sugerowały, aby wydać ją ponownie, ale wydawało mi się, że nie będzie wystarczającego zainteresowania.

KRZYSZTOF JARKOWSKI: Kilka lat temu zastanawialiśmy się z Markiem, czy nie warto byłoby ponownie nagrać kilku utworów. Ale były to rozważania raczej teoretyczne, pomijając już fakt, że osobiście nie preferuję odgrzewania starych kotletów. Wolę świeże potrawy!

Savana (fot. Barbara Butowska) HARD ROCK SERVICE: Jak oceniacie efekt prac nad reedycją debiutu Savany, zarówno jeśli chodzi o kwestie samych nagrań, jak i np. szaty graficznej?

MAREK TOMASZEWSKI: Bardzo mi się spodobało nowe wydanie, szczególnie wkładka o historii zespołu i zamieszczone zdjęcia.

KRZYSZTOF JARKOWSKI: Mojej żonie nie podoba się grafika samego krążka (śmiech), ale reszta jest bardzo OK. Pomimo naturalnie ograniczonej formy, książeczka jest ładnie wydana i zawiera sporo informacji.

HARD ROCK SERVICE: Jak po latach sam postrzegacie i oceniacie debiutancki album Savany? Które utwory Waszym zdaniem należą do najbardziej udanych i czy coś się w tym względzie zmieniło przez lata?

MAREK TOMASZEWSKI: Album zawiera dobre kompozycje. Aranżacje i muzyka nie zestarzały się. Na dzisiaj zaśpiewałbym te utwory w sposób bardziej wyluzowany, bardziej improwizowany. Za dużo przygotowania do wokalu nie zawsze jest dobre. W utworze The Game nie przygotowywałem za długo wokalu. Pomysł, aby nałożyć wypowiadany tekst w utworze, powstał na miejscu... ponadto byłem przeziębiony. Dlatego ten utwór jest zaśpiewany najbardziej na luzie. W innych utworach, z powodu nakładek, wokale musiały się trzymać odpowiedniej linii. Kompozycje, które uważam za najbardziej udane, to The Challenge, The Game, Drifting Away. Po latach utwór The Game przesunął się w górę na mojej liście.

KRZYSZTOF JARKOWSKI: W utworze The Game postawiłem sobie zadanie zagrania kilkudziesięciu taktów solówek do odwróconej taśmy, co nie było łatwe. Ponieważ przedsięwzięcie powiodło się, pozostał pewien sentyment do wykonanej pracy i osiągniętego efektu. Ogólnie nie jestem fanem własnych utworów. Nie nucę melodii których jestem autorem. Kręci mnie tylko to, co mnie zaskakuje, "przerasta"...

HARD ROCK SERVICE: Jak sądzicie, jak ważne dla historii polskiej muzyki rockowej jest wydobywanie z archiwów na światło dzienne takich nagrań, jak debiut Savany?

MAREK TOMASZEWSKI: Jestem jak najbardziej za tym. Uważam, że nasze kompozycje, aranżacje i brzmienie mogą być atrakcyjne dla młodego pokolenia, które słucha dzisiaj innej muzyki.

KRZYSZTOF JARKOWSKI: Nie ja powinienem to oceniać, jakkolwiek chyba dobrze się stało. Mało kto wiedział wtedy i dziś niewiele osób zdaje sobie sprawę, jak pod pozorami pseudowolności działała "komuna", a potem "postkomuna". Zespół nie miał wstępu do mediów. Oczywiście wiele osób próbowało zainteresować naszą muzyką PR i TV, ale natrafiali na mur. Reedycja płyty to dla nas miłe zdarzenie, pomimo że jego realizacja przywołała demony przeszłości - jak wiele pracy i wysiłku może unicestwić chora ideologia.

HARD ROCK SERVICE: Teraz cofnijmy się w czasie o kilka dekad. W jakich okolicznościach powstał zespół?

KRZYSZTOF JARKOWSKI: Z Markiem Tomaszewskim graliśmy przed powstaniem zespołu w duecie i różnych składach okazjonalnych. W międzyczasie zostałem zaproszony do grania z zespołem Pięciu. Tam poznałem Andrzeja (perkusja) i Wieśka (bas) - dołączył Marek i zespół był gotowy do wyzwań.

HARD ROCK SERVICE: Przypisuje Wam się inspiracje Wishbone Ash, Dire Straits, Camelem, Genesis, a nawet Jethro Tull. A jak było w rzeczywistości? Jakich zespołów słuchaliście w okresie istnienia Savany? KRZYSZTOF JARKOWSKI: Mogę mówić jedynie za siebie - wtedy słuchałem Genesis, Dire Straits, Rush, Yes itp. A jako gitarzysta zawsze byłem fanem Jimiego Hendrixa, a potem Allana Holdswortha.

MAREK TOMASZEWSKI: Ja słuchałem Genesis, Pink Floyd, Jethro Tull, Dire Straits, Led Zeppelin, Mike'a Oldfielda.

HARD ROCK SERVICE: Od początku większość materiału wykonywaliście w języku angielskim. Dlaczego?

KRZYSZTOF JARKOWSKI: Marek dysponował bezbłędnym angielskim. Język angielski najlepiej "brzmi" w muzyce rockowej. To samo robili Niemcy, Szwedzi, Holendrzy. Więc dlaczego nie my? Wielu wokalistów z Europy zachodniej miało gorszy akcent od Marka i nie było to barierą. Wtedy nie wiedzieliśmy, że w ówczesnej Polsce ta droga prowadzi donikąd.

MAREK TOMASZEWSKI: Wychowałem się za granicą, gdzie posługiwałem się językiem angielskim i francuskim. Moje pierwsze zetknięcia się z muzyką to The Beatles, The Rolling Stones etc. O wiele łatwiej było mi śpiewać po angielsku, niż po polsku. Po wydaniu płyty nagraliśmy trzy utwory po polsku i daleko mi było od swobody, jaką miałem, śpiewając po angielsku.

HARD ROCK SERVICE: Czy przypominacie sobie Waszą reakcję na fakt, że singlowy The Man From The Bar został na liście programu I PR sklasyfikowany jako utwór zespołu… zagranicznego? Jak ówcześni słuchacze reagowali na fakt, że polski zespół poprawnie wykonuje anglojęzyczne utwory?

MAREK TOMASZEWSKI: Byliśmy mile zaskoczeni, że zaczęli nas puszczać na antenie. Ówcześni słuchacze, którzy nas znali z koncertów, wiedzieli jak wykonujemy utwory, a więc było to dla nich normalne. Nie wiem natomiast, jak reagowali słuchacze znający nas tylko z radia, gdy się dowiadywali, że to polski zespół.

KRZYSZTOF JARKOWSKI: Specjalnie nas to nie zdziwiło, szczególnie, że po jednym z koncertów grupa Amerykanów pytała, skąd tak dobrze znamy polski...

HARD ROCK SERVICE: Większość zespołów tamtego okresu swoimi tekstami, nierzadko pisanymi przez osoby z zewnątrz, kontestowała peerelowską rzeczywistość. Co stanowiło inspirację dla Waszych tekstów?

KRZYSZTOF JARKOWSKI: Jeśli chodzi o teksty angielskie, to trzeba zapytać Marka. W moich tekstach w języku polskim chodzi o to samo. Może nie o rzeczywistość PRL-owską, ale ogólnie o rzeczywistość nas, ludzi jako społeczeństwa. Zaplątani w noc - to stan w którym jak dzieci błąkamy się w ciemnościach. Ktoś zgasił światło! Z kolei Przyszedł zły to pytanie - dlaczego wszyscy chcemy dobra itd. a jednak znów przychodzi jakiś ZŁY. Nie pozwalam to natomiast protest przeciwko odbieraniu godności i podmiotowości człowiekowi. To są chyba jeszcze bardziej aktualne i uniwersalne przesłania, niż głęboko aluzyjne antypeerelowskie protest songi...

MAREK TOMASZEWSKI: Inspiracje do moich tekstów to wydarzenia z mojego życia. Np. The Challenge jest o trudnej drodze do osiągnięcia sukcesu w karierze muzycznej ("The road is winding and all uphill..."). Załamania, nowe nadzieje ("...Skies begin to clear/sun rays pierce the smoky atmosphere"). Krzysztof napisał tekst o podłożu politycznym (The Game), a więc inna inspiracja. Niektóre teksty były na podstawie obrazu, który wytworzyłem (Foolish Dancer).

HARD ROCK SERVICE: Czy to faktycznie anglojęzyczny charakter Waszej twórczości okazał się być przeszkodą na drodze do komercyjnego sukcesu, czy były także i inne czynniki?

MAREK TOMASZEWSKI: Był to główny czynnik, który tworzył rożne przeszkody, jak brak popularyzacji na antenie. Oczywiście dla słuchaczy, którzy znają język angielski na tyle aby rozumieć teksty, nasza twórczość jest bardziej wartościowa. A więc można by wyciągnąć wniosek, że język angielski to przeszkoda... ale to samo by się tyczyło zagranicznych utworów, które cieszyły się popularnościa w tym czasie.

KRZYSZTOF JARKOWSKI: Przeszkodą był zamordyzm realizowany "w białych rękawiczkach" przez upolitycznionych redaktorów, jak i nasza kompletna ignorancja w tematach marketingowych.

Savana (fot. archiwum) HARD ROCK SERVICE: Znany jest przypadek programu telewizyjnego Fonogram z Waszym udziałem, którego emisji zabronił podobno ówczesny Sekretarz KC PZPR. Czy więcej szkody przyniosła zespołowi ówczesna tendencja do demonizowania anglosaskiej kultury, czy też niezrozumienie ze strony przyzwyczajonych do polskich tekstów słuchaczy?

MAREK TOMASZEWSKI: Jest to pytanie, na które można by odpowiedzieć, gdybyśmy nie mieli ówcześnie panującej tendencji do demonizowania anglosaskiej kultury - a więc formalnych przeszkód na lansowanie. Wtedy słuchacze mieliby możliwość wypowiedzenia się, czy twórczość jest na tyle interesująca, że język angielski nie jest przeszkodą.

KRZYSZTOF JARKOWSKI: Słuchacze nie mieli sposobności zapoznania się z twórczością zespołu Savana, więc ten argument nie ma racji bytu. Nie wiem, kto zabronił emisji, ale wiem, że taki fakt miał miejsce. A autor i pomysłodawca programu Fonogram musiał szukać nowej pracy...

HARD ROCK SERVICE: Oprócz tego, co znalazło się na krążku wydanym przez GAD Records, jest jeszcze singiel Tonpressu z 1982r. Czy to już wszystkie nagrania, jakie wspólnie zarejestrowaliście w tamtym okresie, czy w archiwach istnieją także jeszcze jakieś niepublikowane wcześniej utwory?

MAREK TOMASZEWSKI: Nie wiem, czy "wspólnie zarejestrowaliście" dotyczy składu Savany, który nagrał płytę? Istnieją inne nagrania, które były dokonywane w studiu PR Gdańsk z Krzysztofem Jarkowskim i innymi muzykami. Przykładami takich nagrań są Inspiration, One Day, The Devil’s Dance i inne.

KRZYSZTOF JARKOWSKI: Tak, istnieje wiele utworów nagranych dla rozgłośni PR w Gdańsku.

HARD ROCK SERVICE: Czy wiadomo, co stało się z próbnymi nagraniami Waszego debiutu ze studia Polskiego Radia Gdańsk, zarejestrowanymi jeszcze przed nagraniem właściwego debiutu?

MAREK TOMASZEWSKI: Osobiście nie mam wglądu do tej informacji.

KRZYSZTOF JARKOWSKI: To że nagrania były "próbne", to wiedzieliśmy jedynie my. Nagrania znajdują się w fonotece radiowej i oczekują aż "przyjdzie DOBRY".

HARD ROCK SERVICE: Próbując przebić się ze swoją twórczością do mediów, zarejestrowaliście także kilka teledysków, m.in. do utworu Przyszedł zły. Jak wspominacie pracę na ich planie w tamtych czasach, jak wyglądał proces kręcenia wideoklipu?

MAREK TOMASZEWSKI: Proces kręcenia tego wideoklipu był improwizacją.

KRZYSZTOF JARKOWSKI: Nagraliśmy sporo tak zwanych "teledysków". Redaktor Alek Szostak z TV robił dla nas co mógł, co jak najbardziej doceniam i zachowam go w pamięci jako "dobrego ducha". Ale czasy, "technologia" i budżet były takie, że sama praca na planie to była totalna amatorka.

HARD ROCK SERVICE: Jak przyjmowała Was na koncertach publiczność? Jaka atmosfera panowała na koncertach w okresie tzw. boomu rockowego pierwszej połowy lat ’80?

MAREK TOMASZEWSKI: Publiczność przyjmowała nas bardzo entuzjastycznie. Widać było duże zainteresowanie nieszablonową muzyką.

KRZYSZTOF JARKOWSKI: Przyjmowani byliśmy bardzo dobrze, ale nie wzbudzaliśmy euforii tłumów. Nasza muzyka i występy nie miały żadnej pod-warstwy ideologicznej. Na koncertach np. Suzanne Vega większość słuchaczy jest zadowolona, ale nikt nie wywija marynarą; z nami było podobnie.

HARD ROCK SERVICE: Jak podają źródła, koncertowaliście w owym czasie m.in. z heavy metalowym Jaguarem. Z jakimi innymi zespołami tamtego okresu zetknęła Was działalność koncertowa? Czy na trójmiejskiej bądź krajowej scenie dominowała rywalizacja, czy koleżeństwo?

MAREK TOMASZEWSKI: Zawsze koleżeństwo i wzajemna pomoc, jeśli taka potrzeba zaistniała.

KRZYSZTOF JARKOWSKI: Wśród muzyków panowało koleżeństwo. Ja przyjaźniłem się z Grześkiem Skawińskim z Kombi oraz wieloma innymi muzykami (akurat w moim wypadku w większości jazzowymi). Gorzej było na poziomach "menadżerskich". W tej sferze dochodziło także do działań poniżej pasa.

HARD ROCK SERVICE: Chronologicznie ostatnie w dorobku Savany utwory - wspomniane już Przyszedł zły” i Nie pozwalam – brzmią nowocześniej, niż Wasze poprzednie dokonania. Czy w takim właśnie kierunku podążyłby zespół, gdyby nie zakończenie działalności?

MAREK TOMASZEWSKI: Zapewne byłyby nowe aranżacje utworów, poteżniejsze brzmienie; ale i też zaadaptowanie nieznanych słuchaczom kompozycji do nowoczesnych wymogów brzmieniowych i aranzacyjnych.

KRZYSZTOF JARKOWSKI: Jak najbardziej! Zespół ewoluował w kierunku mocniejszego, progresywnego brzmienia.

Savana (fot. Waldemar Staniak) HARD ROCK SERVICE: Czy po rozpadzie zespołu zajmowaliście się jeszcze muzyką? Czy planujecie przedsięwziąć coś związanego z muzyką w przyszłości?

MAREK TOMASZEWSKI: Założyłem domowe studio i nagrywałem. Nagrywałem wszystkie instrumenty (gitary, instrumenty klawiszowe, perkusje [midi], korzystając z ułatwień technologii. Jeśli chodzi o muzykę w przyszłości, to nie mam planów. Zajmuję się zawodowo software'em, ale muzyka jest wciąż moją pasją. A więc w przyszłości, może...

KRZYSZTOF JARKOWSKI: Dokonywałem nagrań instrumentalnych wraz z zapraszanymi do takich projektów muzykami. Była to śmietanka ówczesnej sceny jazzowej i rockowej na Wybrzeżu. Obecnie gram dla przyjemności oraz kolekcjonuję instrumenty.

HARD ROCK SERVICE: Dziękuję za wywiad! Czy chciałbyś dodać coś na koniec naszej rozmowy?

MAREK TOMASZEWSKI: Dziękuję za umożliwienie mi wypowiedzi na temat Savany.

KRZYSZTOF JARKOWSKI: Chciałbym podziękować Michałowi Wilczyńskiemu za pomysł i realizację reedycji albumu Savana. Chciałbym też, aby historia zespołu Savana stała się przestrogą dla młodych artystów, że praca, umiejętności, czy nawet talent nie wystarczą, aby osiągnąć sukces. Nawet jeśli jesteś najlepszym gitarzystą na świecie, to nie ma to żadnego znaczenia, dopóki nie dowie się o tym wielu ludzi.

Rozmawiała: Aleksandra Mrozowska

(Wszystkie fotografie zostały użyte za pozwoleniem zespołu. Fot. 1 - Barbara Butowska, fot. 3 - Waldemar Staniak.)

Autor: Aleksandra Mrozowska

Subskrybuj wpisy RSS Feed z tej kategorii

Komentarze (0)

Comments are closed