SAVANA - Savana


Wydawca: Arston/GAD Records (reedycja)
Rok wydania: 1984/2015

  1. Foolish Dancer
  2. Fading Memories
  3. I Ran Out of Love
  4. Silence Can Tell
  5. The Challenger
  6. Drifting Away
  7. I Feel Down
  8. The Game
  9. Przyszedł zły [bonus]
  10. Nie pozwalam [bonus]
Savana - Savana (1984/2015 - reedycja)

Skład: Marek Tomaszewski – śpiew, gitara; Krzysztof Jarkowski – gitary, instrumenty klawiszowe; Wiesław Cybulski – gitara basowa, fortepian; Andrzej Kalski – perkusja

Gościnnie: Leszek Kotlicki - saksofon altowy w [6]

Produkcja reedycji: Michał Wilczyński, Łukasz Hernik

Dystopie Huxleya i Orwella ziściły się przynajmniej pod kątem lingwistycznym - język angielski otacza nas ze wszystkich stron. Jego dominacja zaznacza się szczególnie w od lat zamerykanizowanym przemyśle muzycznym. Gdyby przyjrzeć się płytom - nie tylko rockowym - nagranym przez rodzime zespoły i wykonawców w ciągu ostatnich piętnastu lat, z pewnością te anglojęzyczne przeważałyby liczebnie nad polskojęzycznymi. Powodów ku takiemu stanowi rzeczy jest wiele i stanowią one jeden z ulubionych dziennikarskich tematów do rozmów z muzykami. Dość niechętne stanowisko wobec tych tendencji prezentują natomiast słuchacze, w części krytykujący tak unifikację rynku muzycznego, jak i poziom znajomości języka reprezentowany przez konkretnych wykonawców. Nietrudno zgadnąć, że trzydzieści lat temu - a więc w połowie dekady lat '80 - sytuacja w Polsce przedstawiała się w tym względzie dokładnie odwrotnie. Z jakim przyjęciem ze strony słuchaczy spotykał się więc ówczesny polski zespół, którego utwory charakteryzowała nienaganna angielszczyzna...? "Dziewczyny po koncertach były bardzo zdziwione, że tak dobrze mówimy po polsku", czytamy w książeczce dołączonej do reedycji płyty Savana, wydanej po raz pierwszy w 1984r. Jak dowodzi dalsza historia tej trójmiejskiej formacji, na peerelowskiej scenie zdominowanej przez zespoły polskojęzyczne biegłość w mowie Szekspira była raczej przeszkodą, aniżeli komercyjnym atutem. Pomimo zakończenia działalności w 1985r. nagrania Savany nie zostały jednak zapomniane. Z zakurzonych półek w archiwum wydobyła je wytwórnia GAD Records. Efektem tych prac jest reedycja debiutanckiego albumu grupy - Savana, pierwotnie wydanego przez polonijną firmę fonograficzną Arston.

We wspomnianej już książeczce dołączonej do płyty kilkakrotnie przewijają się wzmianki o wpływie, jaki na brzmienie Savany wywarła przebojowość święcącego w owym czasie triumfy Dire Straits. I faktycznie, słychać to już w otwierającym krążek utworze The Foolish Dancer. Zresztą, z grupą pod przewodnictwem Marka Knopflera trójmiejski kwartet łączyła nie tylko podobna artykulacja czy charakterystyczny gitarowy sznyt. Typowe dla obu były także umiejętność łączenia różnorodnych wpływów i inspiracji w spójną całość oraz dopracowanie w najdrobniejszym szczególe partii instrumentalnych. To zaś bynajmniej nie odbija się niekorzystnie na dynamice samych kompozycji - na co dowodem jest choćby ciekawe outro do pierwszego na płycie utworu. Drugim jest Fading Memories z jego łagodnym, eterycznym wręcz klimatem kojarzącym się czy to z Wishbone Ash, czy też z dziś zapomnianym holenderskim zespołem z lat '70 - Livin' Blues. Znów zwraca uwagę pełne przestrzeni, selektywne brzmienie poszczególnych instrumentów, z których każdy ma swój udział w opowiadaniu tej melancholijnej historii. Rozbudowana struktura kompozycji zdradza z kolei wpływy czysto progresywne. I Ran Out Of Love serwuje słuchaczowi dawkę zadziornego hard rocka z lekkimi bluesowymi naleciałościami. Świetna pracą gitary wiodącej przeczy pierwotnemu wrażeniu kompozycyjnej prostoty. Kunsztu instrumentalnego nie brakuje zresztą także w melodyjnym, utrzymanym w średnim tempie utworze Silence Can Tell z naciskiem na jego środkową część. Takiej kompozycji nie powstydziłby się choćby Rush, a wielowątkowej całości zgrabnie dopełniają umiejętnie wpasowane w strukturę utworu akustyczne akcenty. W The Challenge pobrzmiewają zaś odległe echa inspiracji brzmieniem takich zespołów, jak Wishbone Ash czy Camel, z gitarzystą Krzysztofem Jarkowskim ponownie wysuwającym się na czoło w finale. Kolejne na krążku Drifting Away niesie ze sobą nie tylko następną porcję niebanalnych zagrywek, ale i ciepłe brzmienia saksofonu altowego nadające całości kompozycji nieco jazzującego charakteru. Instrumentarium Savany - skądinąd szerokie jak na warunki kwartetu - wzbogacił tu gościnnie ówczesny saksofonista poznańskiej Orkiestry Rozrywkowej PRiTV, Leszek Kotlicki. Harmonijny początek I Feel Down i jego melodyjne rozwinięcie zdają się sięgać jeszcze głębiej w muzyczną przeszłość muzyki rockowej ze swym brzmieniem mocno zabarwionym latami '70. Nadużyciem byłoby tu jednoznacznie stwierdzić, że muzycy Savany zaczerpnęli nieco z wygładzonej, przebojowej estetyki zespołów takich, jak choćby Boston. W tę właśnie stronę zmierza jednak siódmy na płycie utwór. Obszerny instrumentalny wstęp do The Game w pierwszych sekundach niesie ze sobą niespokojne, szarpane zagrywki na tle dynamicznych uderzeń perkusji, by ostatecznie rozwinąć się w fascynujący muzyczny twór pełen werwy i zmian tempa. Wyważona, spokojna linia wokalu w pewnym sensie temperuje swoim dość jednostajnym charakterem trudne do okiełznania instrumentalne tło. Całości dopełniają gęste dźwięki gitar, układające się w ciekawe solo (o kulisach jego nagrania możemy również dowiedzieć się z książeczki, niepodobna jednak zdradzać na wstępie wszystkich tajemnic muzyków Savany). Takim właśnie akcentem kończyła się debiutancka płyta trójmiejskiej formacji w jej pierwotnym, winylowym wydaniu.

Jak to zwykle bywa w przypadku reedycji, GAD Records wzbogaciło wydawnictwo o nagrania bonusowe. Wytwórni udało się sięgnąć do archiwum Savany jeszcze głębiej, wydobywając tym samym na światło dzienne utwory zarejestrowane w studiu Polskiego Radia w Poznaniu już po wydaniu pierwszej płyty. Co ciekawe, w odróżnieniu od debiutanckiego longplaya są to nagrania... polskojęzyczne. Zniechęcony brakiem uwagi ze strony mediów zespół próbował zaistnieć z materiałem nieco bardziej przyswajalnym dla rodzimego słuchacza pod kątem lingwistycznym. Nie wziął jednak pod uwagę możliwych problemów z polityczną cenzurą. A jak przedstawiają się Przyszedł zły i Nie pozwalam w warstwie muzycznej...? Słychać, że formacja zrezygnowała tym razem z brzmieniowej melancholii. Zmierzała raczej w kierunku wcześniej wytyczonym przez takie utwory z debiutu, jak choćby I Ran Out Of Love. Utwory są ekspresyjne, ale oszczędne w formie, relatywnie surowe (z wyjątkiem, rzecz jasna, kunsztownych solowych partii gitary). Zwłaszcza Nie pozwalam zaskakuje swoim dynamizmem, co jednak nie ujmuje jej melodyjności. Czy to właśnie był kierunek, w którym zmierzałaby Savana, gdyby jej działalność trwała dalej...? Pytanie to, jak okazało się już po zarejestrowaniu tych nagrań, do dziś pozostaje bez odpowiedzi.

Wydana na nowo w estetycznej oprawie graficznej (wzbogaconej o wyczerpujące opracowanie historię zespołu i zdjęcia "z epoki"), Savana to wycieczka w głąb dźwiękowego archiwum polskiej muzyki rockowej. A jednocześnie - wciąż mająca wiele do zaoferowania współczesnemu słuchaczowi brzmieniowa wizytówka zespołu, który zasłużył na więcej, aniżeli bycie relegowanym do tego właśnie archiwum. Łącząc rozbudowane kompozycje i lekko "progujące" zacięcie z przyjazną radiu przebojowością, Savana miała wszelkie podstawy, by dołączyć do ówczesnej czołówki rodzimej sceny rockowej. Ich nagrania stanowią na to dowód nawet ponad trzy dekady po ich zarejestrowaniu. Choć stało się inaczej, tym istotniejszym jest, że ponownie przypomniała o ich istnieniu GAD Records. Reedycje takie jak powyższa powoli, ale systematycznie wypełniają pewną istotną lukę na polskim rynku muzycznym. Do rąk słuchacze dostają mianowicie płyty w swoim czasie istotne bądź też posiadające niepodważalną muzyczną wartość, a zaginione w odmętach czasu. Z pewnością tytułów do ponownego wydobycia na światło dzienne jest jeszcze wiele, pozostaje zatem tylko kibicować dalszym przedsięwzięciom tego rodzaju.

Oficjalna strona Savany: brak