Relacja z koncertu Nazareth/Luke Gasser/Traffic Junky, 11-10-2015
Progresja Music Zone [Noise Stage], Warszawa

Zespół Nazareth wykonał ostatnio niespotykaną w świecie rockowym czynność: abdykację lidera. Z własnej woli, świadom niedociągnięć wieku, zrezygnował wieloletni wokalista zespołu, Dan McCafferty. Jego chropowaty, ale i melancholijny głos był znakiem rozpoznawczym szkockiego zespołu. Wzorem wschodnioeuropejskich władców, wyznaczył demokratycznie swojego następcę, ale reszta zespołu, drogą demokracji zachodnioeuropejskich, wymieniła go na nazwisko znane w kręgach hard'n'heavy. Nowym wokalistą Nazareth został Carl Sentance, najbardziej znany z występów w zespołach Krokus, Persian Risk Phila Campbella (dziś gitarzysty Motörhead) oraz w solowym projekcie Geezera Butlera, basisty Black Sabbath. Sentance dał się już poznać także polskiej publiczności, występując w Progresji z zespołem Dona Aireya (na co dzień klawiszowiec Deep Purple) i doskonale broniąc się w Since You've Been Gone" Rainbow czy Black Night i Child In Time Purpli. Byłem świadkiem tamtej obrony, więc teraz spokojnie szedłem na koncert Nazareth z nowym wokalistą, choć towarzyszyło temu żywe zainteresowanie. Wszak wchodził w naprawdę duże buty...

Nazareth on tour 2015 Wieczór rozpoczął polski zespół Traffic Junky. I było to dobre rozpoczęcie. Muzyka chłopaków z Olsztyna to rock amerykańskiej szkoły - trop wiedzie ku The Cult i Velvet Revolver. Mają świadomość sceny i rockowego sztafażu - a więc wokalista prezentował się odpowiednio wyluzowanie, gitarzysta twarzowo krzywił się i wyginał przy solówkach (choć koszulka zespołu Death była dość oryginalnym pomysłem na ten wieczór), zaś sekcja rytmiczna... owszem, była gdzieś tam na scenie... Grali solidnie opracowanego i przepróbowanego (hard) rocka. Próbowali wprawdzie coś majstrować w kierunku piaszczystego stoner/southern czy sabbathowskich ciężarów, ale maniera wokalna a'la Ian Astbury/Layne Stayley/Scott Weiland i tak ściągała zespół na poprzednie pozycje.

Następnie na scenie zamontował się Luke Gasser. Trio sygnowane nazwiskiem lidera, ale jeszcze nie "power..." - wiedzą, że najważniejsi w tej działce są Motörhead. I chyba do Anglików można porównać tę muzykę: chwytliwy, choć szorstki rock and roll, brudne boogie.

No i gwiazda wieczoru. Carl Sentance bardzo szybko postawił na swoim, bo już drugim utworem, którym było Miss Misery, czyli żelazny hit. No i utrzymał pozycję. Brzmi jak Dan McCafferty po cyfrowym oczyszczeniu i dodaniu lekkiego vibrato i czystych wysokich partii. O ile McCafferty brzmiał jak stary cynik, pogodzony z wredotą życia, o tyle głos Sentance'a to "młodzieńcze" wołanie, przefiltrowane przez New Wave Of British Heavy Metal. Choć z drugiej strony oba głosy wychowały się na tych samych ulicach, pubach i stadionach (dobra, dobra, wiem, że Sentance jest Anglikiem, a Nazareth są ze Szkocji, ale łapiecie generalną metaforę). Nie zawiódł ani w balladach - Dream On i Love Hurts ani w czadowych Bad Bad Boy, This Flight Tonight czy Changin' Time (który użyczył tytułu całej trasie koncertowej). Reszta zespołu, czyli Jimmy Murrison na gitarze, Pete Agnew na basie i Lee Agnew (tak, syn basisty) na perkusji - niespiesznie, bo i po co, ale solidnie, konsekwentnie i w doskonałej kondycji, która pozwalała zagrać prawie dwie godziny koncertu z uśmiechem na twarzy. Jedyną uwagę, jaką mam do instrumentarium, to zapewne otarcie się o bluźnierstwo - dodałbym jeszcze jedną gitarę. Brzmienie uzyskałoby soczystości i dodatkowej siły - Bad Bad Boy zabrzmiał jakby zagrany na 80% możliwości, a solówka gitarowa w Love Hurts powinna mieć szerszy podkład, niż tylko bas... Z repertuaru należy jeszcze wymienić Beggars Day" (który wraz z Hair Of The Dog, Miss Misery i Changin' Time stanowił reprezentację najważniejszej płyty Nazareth), Expect No Mercy, czyli utwór tytułowy z płyty z 1977 roku, One Set Of Bones z ostatniej płyty zespołu Rock'n'Roll Telephone i Broken Down Angel zagrany na bis. Jeśli miałbym wymienić nieobecności, to chyba tylko Please Don't Judas Me - ale czy chciałoby im się mierzyć z prawie dziesięciominutowym długasem...?

Koncerty takie, jak ten utwierdzają mnie w przekonaniu, że rock żyje i nie odpuszcza. Stara gwardia się trzyma i nie gubi zębów, a wręcz potrafi nimi jescze skubnąć. I dobrze, tak trzymać! A młodzież niech bierze przykład i naśladuje! Dodatkowym miłym akcentem wieczoru był awans reprezentacji Polski w piłce nożnej do Euro 2016 we Francji, pokonując na Stadionie Narodowym Irlandię 2:1!

Organizatorem koncertu była Piosenka Plus.

Oficjalna strona Nazareth: www.nazarethdirect.co.uk/

Autor: Dawid "Qstosz" Odija