Lekcja w skansenie - relacja z koncertu Incinerator/Rusted Brain/Alastor/Wolf Spider, 20-11-2015
Progresja Music Zone [Noise Stage], Warszawa

20 listopada to oczywiście data, kiedy większość polskiego środowiska rockowego skupiła wzrok i słuch na Atlas Arenie w Łodzi, gdzie występował Slash. Większość środowiska - ale nie całe, gdyż czas koncertowy nie zatrzymał się w jednej tylko Łodzi. Ciekawe koncerty działy się także gdzie indziej. Na przykład, w warszawskiej Progresji wystąpiła formacja Wolf Spider. Zasłużona dla polskiego heavy metalu grupa, którą można znaleźć na kartach książki-kroniki polskiego metalu ery PRL-u i świeżo po niej, Jaskinia Hałasu. Wolf Spider vel Wilczy Pająk wrócił po prawie dwudziestu latach milczenia z nową płytą, zatytułowaną V i rozpoczął serię koncertów przybliżających album słuchaczom. W jej ramach wpadł także do Warszawy. W Progresji wspierały ich zespoły Incinerator, Rusted Brain i Alastor.

Wolf Spider - The Sense Of... the 'V' Tour Incinerator otworzył wieczór, serwując ścianę death metalu. Tak mogli brzmieć na pierwszych koncertach Death, Morbid Angel, Napalm Death czy Slaughter, do którego wprost się odnosili. Nie piszę tego jednak w ramach komplementu - tamci mogli tak grać w połowie lat '80., ale w 2015 można oczekiwać więcej od zespołu, który poczynił już jakieś nagrania i wchodzi na scenę. Jazgotliwy, wrzaskliwy death starej szkoły, z piwnicznym brzmieniem i jakością. Zespół - co raczej niecodzienne w death metalu - jest triem, w którym i wokalista, i basista udzielają się wokalnie. Ma też większe ambicje, ale niedoścignione przez umiejętności, przez co ich muzykę na żywo docenią absolutni fanatycy gatunku.

Choć Rusted Brain grają thrash metal, to i tak odświeżyli formułę po Incineratorze. W utworach coś się działo, choćby to, że momentami tempo śrubowało z thrash metalu do speed/deathu, czego sam zespół być może nie do końca kontrolował. Zabrzmiały utwory z płyty zespołu High Voltage Thrash oraz nowe kompozycje: Call Of The Revenge, Game Of Scorn, I Am The State, Expect the Worst oraz Never Let It Die. Zarówno "stare" kompozycje, jak i nowsze, dawały radochę publice, gwarantując solidną thrash metalową robotę w stylu wczesnej Metalliki i Exodusa. Zdecydowanie to najlepszy zespół thrashowy w stolicy - rzekłem!

Alastor... cały koncert spędziłem, próbując określić dźwięki dochodzące ze sceny. Przyszedłem przygotowany i szykowałem się na thrash metal starej szkoły, zaś zespół brzmi... jakby chciał wystąpić na jednej scenie z J.D. Overdrive i Leash Eye. Thrash jest tutaj tylko punktem wyjścia, a i tak bardzo dalekim, żeby odbyć wycieczkę do amerykańskiego groove metalu, momentami zahaczyć o southern, a nawet znaleźć coś dla siebie w szufladzie "...core". Alastor brzmi, jakby stwierdził, że thrash metal był tylko okresem przejściowym, wprawką do "prawdziwego" grania - i, żeby nie było, to "ogólnie metalowe" granie im wychodzi. Konsekwentnie, solidnie i rzeczowo. Zdecydowanie, najbardziej zróżnicowany formalnie zespół wieczoru...

...ponieważ Wolf Spider to już klasyczny heavy metal w wysokich, momentami piskliwych wręcz wokalach i chóralnych "uo-uo-uooo" oraz thrash metal w tremolach perkusyjnych. Heavy metalową proweniencję potwierdziła także solówka - wizytówka nowego od paru miesięcy gitarzysty, Przemka Marciniaka, który tradycyjnie dla takiego grania wykonał zabawę w plątanie się i wyplątywanie ze strun. W tej konwencji heavy-thrashowej zespół zagrał materiał z najnowszej płyty, śpiewając nowe piosenki raz po angielsku, raz po polsku (płyta została nagrana także w ojczystym języku) oraz materiał ze środkowego okresu. Nie omieszkali także sięgnąć po... pierwszy album. Widać było na pierwszy rzut oka, że zespół lubi grać i przebywać ze sobą na scenie. Bawią się i cieszą swoją muzyką, a żywiołowa reakcja widowni dodaje im energii. Niestety, mi tej energii starczyło do pewnego momentu. Koncert okazał się za długi o trzy, cztery utwory. Od tego momentu wiedziałem już, że choć zespół solidnie wymienił muzyków i jest generalnie odmłodzony, to mentalnie i muzycznie siedzi te dwadzieścia, trzydzieści lat temu, niewiele wychodząc poza formułę katany narzuconej na ramoneskę. A jeśli już się zdarzy, że wyjdą z tej domeny - spowalniając rytm w kołyszący, frazując wokal - to bardzo szybko wracają na swoje podwórko, bojąc się zobaczyć, co się dzieje za bramą. Solidny, ale jednak skansen heavy metalu.

Podsumowując - zdecydowanie warto chodzić na koncerty dziejące się "w cieniu" wielkich imprez. Wartość edukacyjna jest nieoceniona. Poznałem wiarygodne, choć karkołomne brzmienie oldschoolowego death metalu, thrash w wykonaniu klasycznym, konsekwencję w łączeniu wielu gatunków i równą konsekwencję i wierność jednej stylistyce od dekad - wszystko na jednym "małym" koncercie!

Oficjalna strona Wolf Spider: www.wolfspider.pl

Autor: Dawid "Qstosz" Odija