Horyzonty i progi - relacja z koncertu Lizard/Wishbone Ash, 13-02-2016
klub Proxima, Warszawa

Bardzo lubię filmy z serii Mad Max, dlatego trasa zatytułowana Road Warrior Tour musiała wzbudzić moje zainteresowanie. A jeśli jest to trasa legendy brytyjskiego rocka, jednej z ikon brzmienia lat 70-tych, to już w ogóle obowiązkiem było stawienie się 13 lutego w warszawskim klubie Proxima, w gotowości na dźwięki Wishbone Ash. Zespół sprowadziła do Polski na trzy koncerty Cinematographer Productions.

Wishbone Ash - Road Warrior Tour 2016 Wieczór otworzył zespół Lizard z Bielska-Białej, proponujący muzyczne pasaże spod znaku rocka progresywnego, z wybitnie artystycznym zacięciem. Nie jestem koneserem ani tym bardziej znawcą takich brzmień, więc w tym momencie zakończę tę część, uznając dobry warsztat i ambicję twórców.

Wybór zespołu prog-rockowego powinien nasunąć mi pewne podejrzenia. Nie zrobił tego, dlatego chyba trochę zawiodłem się na koncercie. Nie, nie był zły - niech mi wściekła łasica wskoczy do spodni, jeśli powiem, że panowie źle grają albo nie ogarniają sceny! Zawód polega na tym, że poszedłem pełen oczekiwań hard rockowych, a zderzyłem się z dominującym żywiołem prog rocka. Dwa pierwsze utwory, The Power oraz Deep Blues jeszcze dawały nadzieję na hard rockowe podrygi. Były zwięzłe, chwytliwe i jak na dżentelmenów "w wieku", grających dla lejdis i dżentelmenów "w wieku", koncert zaczął się skocznie i z werwą.

Schody zaczęły się z trzecim numerem. Warrior zabrzmiał jak podejście do country z piosenkarskim wokalem i wzbierającymi progowymi echami. W końcu próg proga został osiągnięty i trwał przez większość występu, z małymi przerwami na Rock 'n' Roll Widow czy Blowin' Free. Koncert był wypełniony materiałem typu the best of, z nielicznymi wypadami w kierunku ostatniej płyty, Blue Horizon, zaś wszystko skąpane w artrockowym sosie.

Nie wiem jak i dlaczego włączyło mi się hard rockowe oczekiwanie - może usilnie trzymałem Wishbone Ash na tej samej półce, na które stawiam UFO? Koncert pokazał, że trzeba przemeblować to przekonanie. Pokazał jednak także pełne zawodowstwo starych wyjadaczy. Długie partie gitarowe (na szczęście, ich prog rock bazuje na legendarnych wręcz harmoniach dwóch gitar, nie na plamach i pasażach generowanych przez instrumenty klawiszowe) odgrywali bez zająknięcia i tandetnych grymasów twarzy - robią to co lubią, lubią to co robią i umieją to robić!

Czysto obiektywnie, zapominając o oczekiwaniach muzycznych niżej podpisanego, trzeba stwierdzić, że koncert Wishbone Ash był koncertem doskonałym! Obraną formułę muzyczną doprowadzili do perfekcji, udowadniając to taktownym widowiskiem, godnym nestorów rocka.

Oficjalna strona Wishbone Ash: wishboneash.com



Autor: Dawid "Qstosz" Odija