DIVINE WEEP - Tears Of The Ages


Wydawca: Divine Weep
Rok wydania: 2015

  1. Fading Glow
  2. The Mentor
  3. Day Of Revenge
  4. Last Breath
  5. Petrified Souls
  6. Imperious Blade
  7. Never Ending Path
  8. Tears Of The Ages
  9. Age Of The Immortal [bonus]
  10. Łzy wieków [bonus]
Divine Weep - Tears Of The Ages (2015)

Skład: Igor Tarasewicz - śpiew; Bartosz Kosacki - gitara, instrumenty klawiszowe; Dariusz Moroz - gitara; Janusz Grabowski - gitara basowa; Dariusz Karpiesiuk - perkusja

Produkcja: Divine Weep

Obserwowanie, jak zmieniają się zespołowe inspiracje w miarę rozwoju działalności, jest zajęciem wręcz fascynującym. Weźmy choćby takie Divine Weep. Ta białostocka grupa funkcjonowała pierwotnie na scenie... black metalowej. Dzisiaj kojarzy się ze zgoła inną stylistyką - pełne patosu teksty, wysokie partie wokalne, melodyjne gitarowe galopady... I oczywiście inspiracje Iron Maiden oraz innymi tuzami sceny heavy/power, odzwierciedlone w ich twórczości. Od dźwięków, jakimi muzycy formacji parali się na wczesnym etapie działalności, w połowie lat dziewięćdziesiątych, dzielą ich zatem lata świetlne. Dowodem na to jest choćby ich najnowszy, pełnowymiarowy krążek zatytułowany Tears Of The Ages. Ten Divine Weep wydał w październiku tego roku, już jako kwintet - z Igorem Tarasewiczem na wokalu (na poprzedniej płycie Age Of The Immortal śpiewał gitarzysta, Bartosz Kosacki). I już na etapie trzymania płyty w dłoniach widać olbrzymi krok naprzód. Szata graficzna nowego wydawnictwa robi spore wrażenie i nic w tym dziwnego, bowiem odpowiedzialny za nią jest Piotr Szafraniec (wcześniej współpracował na tej niwie m.in. z CETI, Wardrum, Thy Disease czy Lost Soul). Okładka sugeruje symboliczne zetknięcie się współczesności z artefaktami lat minionych, przy czym tarcza i miecz to już wręcz kanon power metalowego obrazowania... A jak przekłada się to na konkretne dźwięki zarejestrowane przez zespół w studiu?

Już sam początek płyty to wypadkowa najlepszych heavy/power metalowych tradycji i współczesnego szlifu. O sile Fading Glow świadczy spore natężenie doskonale wypróbowanych w takiej stylistyce motywów i rozwiązań aranżacyjnych. Zwarta kompozycja, gęste gitarowe riffy, zabójcze tempo, a wszystko to okraszone potężnym refrenem - wybór "otwieracza" z pewnością nie był przypadkowy. The Mentor utrzymane jest w podobnej estetyce, choć od swego poprzednika brzmi nieco surowiej. Wokalista Igor Tarasewicz w interpretacji tego właśnie utworu (nie po raz ostatni zresztą na płycie) sięga po różnorodne środki wyrazu. Jego złowieszcze szepty, nadające całości niepokojącego, mrocznego klimatu, mogą kojarzyć się choćby z podobnymi ozdobnikami w utworach Dio. Day Of Revenge wyróżnia się znakomitą pracą sekcji rytmicznej (z naciskiem na popisy Dariusza Karpiesiuka za zestawem perkusyjnym) i maidenowskim rysem. Gitary nie zwalniają ani na moment, wokal również nie pozostaje w tyle. Last Breath przez kilka pierwszych sekund daje natomiast złudzenie zmiany stylistyki. Posępne, oparte głównie na basie intro przydaje kompozycji nieco sabbathowskiego charakteru. I choć ów czwarty na krążku utwór w rozwinięciu okazuje się nie odbiegać brzmieniowo od reszty materiału - echa tego klimatu słychać w ciężkim, kroczącym riffie napędzającym całość. Wyróżnić należy także ponownie perkusję, miejscami siekącą bez opamiętania seriami jak z karabinu maszynowego. A skoro o karabinach mowa - kolejna seria, tym razem przy użyciu stricte gitarowej amunicji, pada już na samo otwarcie Petrified Souls. Szarpane zagrywki skontrastowane z melodyjną linią wokalu czerpią pełnymi garściami z power metalowej estetyki chyba nawet zachłanniej, aniżeli ma to miejsce w przypadku poprzedników. Majestatyczne Imperious Blade napędza czysty, potężny riff i znakomicie zaakcentowane przez sekcję rytmiczną zmiany tempa. W Never Ending Path szczególny upust swoim zdolnościom daje Tarasewicz, serwując - zwłaszcza w końcówce - sporą dawkę ekwilibrystycznych partii wokalnych. Utwór tytułowy jest natomiast ósmym z kolei. Zgodnie z prawidłami sztuki powinien on być kwintesencją całości; ze swym idealnym wyważeniem melodii, ciężaru i mocy brzmienia może niewątpliwie za taki uchodzić. Co więcej, warto wsłuchać się weń uważnie z jeszcze jednego powodu: solową partię gitary zagrał tu gościnnie nikt inny, jak sam Wojciech Hoffmann. O lepsze zamknięcie podstawowej tracklisty krążka - zwłaszcza okraszone tak mocnym akcentem - byłoby trudno. W charakterze bonusów Divine Weep serwuje natomiast dwa utwory. Pierwszym jest Age Of The Immortal w wersji znanej z wydanego w 2014r. singla, poprzedzający polskojęzyczną wersję tytułowego numeru z albumu Tears Of The Ages. I - jak udowadnia druga z wymienionych kompozycji - stylistyka heavy/power nie traci nic ze swej mocy niezależnie od lingwistycznych wyborów.

Divine Weep uwagę większości recenzentów i słuchaczy zwróciło dwa lata temu temu wydawnictwem Age Of The Immortal, na który składało się sześć utworów autorskich oraz dwa covery Iron Maiden. Już na tym krążku można było usłyszeć Imperious Blade, Day Of Revenge czy Petrified Souls. Porównanie owych wcześniejszych, surowych wcieleń poszczególnych utworów (nagranych jeszcze przed poszerzeniem składu, z nienajlepszą produkcją) z materiałem zawartym na Tears Of The Ages wypada niewątpliwie na korzyść "wersji drugiej, poprawionej". Nie sposób nie zauważyć, że brzmienie białostockiej formacji dopiero teraz osiągnęło właściwy pułap, a samej realizacji nagrań w obu przypadkach nie warto nawet ze sobą zestawiać. Można by więc zaryzykować stwierdzenie, że za sprawą Tears Of The Ages Divine Weep doczekało się właściwego debiutu - w pełni autorskiego i pokazującego ich zespołowy potencjał. Jest to album spójny gatunkowo i brzmieniowo, zachowana jest selektywność poszczególnych instrumentów i równowaga pomiędzy ciężarem a melodią. A że nad albumem unosi się niezmiennie duch Maiden, Dio i całej czołówki europejskiego power metalu...? Że gdzieniegdzie szczególnie wnikliwy słuchacz wychwyciłby nawet echa naszego rodzimego Turbo z najbardziej klasycznego okresu działalności...? Że brzmienie Divine Weep trudno nazwać szczególnie odkrywczym, za to w samym gatunku heavy/power aż roi się od klisz...? Trudno uznać owe fakty za wady materiału zamieszczonego na krążku, utrudniające odbiór czy wpływające na jego ocenę. Słuchacze lubujący się w stylistyce, którą uprawia białostocki kwintet, z pewnością przychylą się do tego zdania i sięgną po Tears Of The Ages.

Oficjalna strona internetowa Divine Weep: www.divineweep.pl

Oficjalny profil Divine Weep na Facebooku: www.facebook.com/divineweep