AC/DC logo

Ten zabawnie wyglądający, wieczny młodzian w szkolnym mundurku, z rozwianą bujną czupryną i Gibsonem SG w ręku, to gitarzysta jednego z najpopularniejszych zespołów rock and rollowych wszechczasów. Zespołu, który nie zmienił nic w swoim podejściu do muzyki przez ponad 30 lat i wciąż ma się dobrze. Mowa oczywiście o Angusie Youngu (ur. 31.03.1959 r.) i jego AC/DC.

Wszystko zaczęło się w wieczór sylwestrowy 1973 roku, kiedy to piątka kolegów postanowiła dać spontaniczny występ w jednym z barów w Sydney. Był to jednak na tyle niezobowiązujący show, że zespół poszedł szybko w rozsypkę. Pęd do rock'n'rolla braci Young (oprócz Angusa w zespole od samego początku udzielał się też Malcolm - ur. 06.1.1953 r.) był jednak tak duży, że szybko się pozbierali i w nowym składzie planowali nagrać pierwszą płytę. Można śmiało stwierdzić, że charakter grupa zyskała, kiedy jej szeregi zasilił wokalista Ronald "Bon" Scott (ur. 9.7.1946) zastępując wcześniejszego frontmana Dave'a Evansa.

AC/DC Bon Scott podobnie zresztą jak bracia Young był imigrantem ze Szkocji, wcześniej udzielał się m in. w grupie The Valentines. Na początku nic nie wskazywało, że stanie za mikrofonem AC/DC, bo chciał być ich perkusistą, a ponadto niezbyt spodobał się odpowiedzialnemu wówczas za wizerunek zespołu najstarszemu z braci Young - George'owi (notabene producentowi pierwszych płyt zespołu). Kiedy pojawił się na próbie wytatuowany od stóp do głów, z wielkim kolczykiem w kształcie szczęki rekina w uchu oraz z poważnym ubytkiem w uzębieniu, spowodowanym zbyt częstymi bójkami, George stwierdził, że braciszkowie postradali zmysły. Klamka jednak zapadła i Bon mógł się czuć pełnoprawnym członkiem zespołu. Jednak poza skłonnością do bójek Scott posiadał jeszcze jeden nawyk, a było nim nadmierne spożywanie alkoholu i to o każdej porze dnia i nocy. Jeden z technicznych AC/DC wspominał, że Scott potrafił wypić trzy butelki wódki dziennie... na obiad, śniadanie i kolację - dodawał ironicznie.

Cały 1974 rok upłynął na koncertach. Grupa występowała sporo w klubach dla gejów, co stało się dziwnym zbiegiem okoliczności, po tym jak nazwali się AC/DC, co w slangu oznacza właśnie biseksualistę. Ponoć bracia Young nie mieli o tym pojęcia, bo nazwa pochodziła ze starej maszyny do szycia, na której siostra Angusa szyła mu kostium estradowy, czyli mundurek szkolny. Ale najwidoczniej nie przeszkadzały im te posądzenia, ponieważ Scott na jednym z pierwszych koncertów wystąpił w przebraniu transwestyty, a Australijscy geje szybko upatrzyli sobie obiekt seksualny w Angusie, którego to mundurek wydawał im się bardzo seksowny (warto dodać, że były to czyste prowokacje ze strony zespołu, jak choćby też striptease Angusa, bo zespół był całkowicie heteroseksualny).

Grupa parła do przodu, pierwszy singiel Can I Sit Next To You (Girl) ukazuje się w lipcu 1974 roku. W składzie obok braci Young i niesamowitego Bona, występują: basista Mark Evans (ur. 02.03.1956 r.) i perkusista Phil Rudd (ur. 19.05.1946 r.). Sprawy toczą się szybko i kontrakt z Albert Productions owocuje nagraniem dwóch płyt przeznaczonych wyłącznie na rynek Australijski. Są to High Voltage i TNT, obydwie wydane w 1975 roku. Grupa cały czas koncertuje. Dziś Malcolm wspomina tamte czasy jako nieustającą balangę: "piliśmy jakby nie było jutra" - dodaje.

Nawiasem mówiąc, zawartość muzyczna pierwszych dokonań zespołu to rekapitulacja dokonań starych mistrzów jak Deep Purple czy Led Zeppelin. Można dopatrzyć się także wpływów The Rolling Stones, zresztą Angus nie ukrywał, że interesuje go klasyka rock and rolla, a więc Stonesi, a także The Beatles. Sztandarowe kawałki z owego czasu to utwory TNT oraz It's A Long Way To The Top. Pierwsza "światowa" płyta zespołu High Voltage wydana została przez Atlantic Records w 1976 roku. Dzisiaj oficjalnie mówi się, że to debiut AC/DC, wybrane zostały nań utwory z dwóch australijskich płyt. Singiel It's A Long Way To The Top promuje wydawnictwo.

AC/DC Zespół przyjeżdża na Wyspy Brytyjskie i pierwsza trasa na Starym Kontynencie pod skandalizującym tytułem "Lock Up Your Daughters" rozpoczyna się z wielkim hukiem, publiczność jest zachwycona spontanicznym rock and rollem braci Young. W tym czasie AC/DC otwiera koncerty takiej sławy jak Rainbow. W sierpniu 1976 ukazuje się drugi europejski singiel Jailbreak, a w grudniu drugi album Dirty Deeds Done Dirt Cheap. Z takimi przebojami jak utwór tytułowy czy Problem Child potwierdza klasę zespołu. Wcześniej jednak muzycy koncertują w Ameryce, a dla siedemnastoletniego Angusa jest to nie lada przeżycie. W tak młodym wieku staje się gwiazdą rocka i objeżdża kulę ziemską. Co ciekawe w przeciwieństwie do o wiele starszego Scotta, gitarzysta nie koncentrował się tak na balangach, jego głównym zadaniem zdawało się być utrzymanie zespołu w ryzach.

W połowie 1977 roku ukazuje się płyta Let There Be Rock, która jest już wyraźnym przełomem dla grupy. Angus i Malcolm podkręcili trochę swoje wzmacniacze i jakby podążając za naturalną tendencją do ostrzejszego grania zaprezentowali bardziej agresywną odmianę rock'n'rolla. Album ten odnosi też znaczny sukces komercyjny, publiczności podoba się zwłaszcza utrzymany w Zeppelinowskich klimatach utwór Whole Lotta Rosie oraz niesamowity tytułowy kawałek. Nie zabrakło oczywiście kolejnych kontrowersji, po tym jak Angus i spółka postanowili się zabawić w rockowy kościół (teledysk do utworu tytułowego przedstawiał Bona jako księdza odprawiającego rockową mszę oraz resztę zespołu w roli ministrantów). Niestety po nagraniu tego longplaya zespół opuszcza Mark Evans, wyczerpany ciągłymi trasami koncertowymi i zostaje zastąpiony przez Cliffa Williamsa.

W tym składzie grupa realizuje kolejny album Powerage, który ukazuje się na rynku wiosną 1978 roku. Zmieszany z błotem przez krytyków longplay podoba się jednak publiczności i co ważne, duży sukces odnosi singiel Rock And Roll Damnation (W Wielkiej Brytanii 24 miejsce na liście przebojów). Moim zdaniem płyta Powerage jest udana, zwłaszcza utwór Riff Raff, który okazuje się prawdziwym dynamitem. Jeszcze tego samego roku wychodzi album koncertowy If You Want Blood You've Got It. Jest on zapisem koncertu z trasy promującej Powerage i do dziś zresztą uznaje się go za jeden z najważniejszych albumów koncertowych w historii rocka.

Prawdziwy przełom następuje latem 1979 roku, kiedy to na rynku pojawia się Highway To Hell. Zresztą do dzisiaj jest to dla wielu szczytowe osiągnięcie Angusa i spółki. Produkcją płyty zajął się Robert "Mutt"Lange i wykrzesał z zespołu nową moc. Highway To Hell ma potężne brzmienie, a Bon wydziera się jeszcze bardziej niż na wcześniejszych produkcjach. Z płyty wykrojono dwa single, tytułowy i mega przebojowy Touch Too Much. Highway To Hell sprzedawało się doskonale, jeden z brytyjskich dziennikarzy, kiedy zapytał Angusa, czy są już bogaci, dostał ironiczną odpowiedź :"tak, właśnie kupiłem Big Bena". W tym czasie zaczęto też posądzać grupę o satanizm, co było oczywiście aluzją do tytułu i okładki Highway To Hell przestawiającej Angusa z rogami i ogonem. Zdaniem muzyków tytuł płyty mówi o morderczych trasach koncertowych, które ciągnęły się non stop, odkąd zespół zebrał konkretny skład, czyli od marca 1974 roku.

Tym razem promocja nowej płyty była również gigantyczna (m in. duży koncert na stadionie Wembley). Wszystko zdawało układać się dobrze, ale niestety Bon pił coraz więcej. Malcom wspominał że nieraz wracali do hotelu nad ranem chcąc położyć się spać, a Bon nie miał dosyć; "jeszcze tylko jeden drink" - mówił, ale zawsze był w dobrej formie. I nagle wydarzyła się tragedia. 19 lutego 1980 roku Bon Scott baluje w Londynie razem ze swoim przyjacielem Alistairem Kinnearem wędrując od baru do baru. Po gigantycznej libacji Alistair stwierdza, że czas odstawić Scotta do domu, więc - uwaga - pijany, wsiada w samochód i odwozi Bona. Ten niestety jednak nie kwapi się do opuszczenia pojazdu i zmordowany Kinnear zostawia go w samochodzie, a sam udaje się do domu. Kiedy wraca po kilkunastu godzinach, Bon nie daje już znaków życia. Zawozi go jednak do szpitala gdzie lekarz stwierdza zgon. Niefortunne ułożenie głowy podczas snu, spowodowało, że Scott udusił się własnymi wymiotami. Członkowie zespołu byli zszokowani, a na domiar złego brytyjska prasa znana z zamiłowania do skandali spekulowała o przedawkowaniu przez wokalistę AC/DC narkotyków. Co ciekawe, koroner stwierdził, że organy wewnętrzne Bona były w doskonałym stanie i nie zdradzały żadnych zmian patologicznych. A więc był to tylko nieszczęśliwy wypadek. Angus i Malcolm rozważali zakończenie kariery zespołu, ale zmotywowani przez matkę Scotta do kontynuowania działalności, tym że Bon nie chciałby, by AC/DC umarło z nim, postanowili grać dalej.

AC/DC Już marcu dosłownie w parę tygodni po śmierci przyjaciela, muzycy znaleźli jego następcę. Brian Johnson (ur. 05.10.1949 r.), bo o nim mowa, śpiewał wcześniej w mało znanym zespole Geordie i został już wtedy dostrzeżony przez samego Scotta, postanowiono więc dać mu szansę. Nie pomylono się. Kiedy w połowie 1980 roku ukazuje się Back In Black, wszystko wydaje się wracać do normy. Czerń okładki i dźwięk dzwonu na początku Hells Bells to hołd złożony byłemu wokaliście. A cała płyta? To hard rock and roll najwyższej próby, spontaniczny i właśnie taki, jakim zapewne chciałby go widzieć Bon. Album osiąga wielomilionowy nakład i staje się szybko jedną z najlepiej sprzedających się płyt w historii fonografii. Utwory You Shook Me All Night Long czy Back In Black to kanon rocka.

Trasa promująca płytę trwa od lipca do listopada 1980 roku i kończy się występami w Hammersmith Odeon. Natomiast sierpniu 1981 roku występ AC/DC na Monsters Of Rock w Castle Donington ogląda 65 tysięcy fanów. W grudniu tegoż roku wychodzi kolejny album pt. For Those About To Rock. Podobnie jak dwa poprzednie albumy, płytę wyprodukował Robert "Mutt" Lange. Mamy tu dawkę solidnego hard rocka i moim zdaniem album nie gorszy niż Highway To Hell i Back In Black, a pod wieloma względami może nawet lepszy. Chociaż jednak wolę Scotta jako wokalistę, to Johnson radzi sobie całkiem dobrze. Fani byli zadowoleni z tego wydawnictwa, ale nie Malcolm który zaczął obwiniać producenta o zbytnią ingerencję w materiał (jest w tym trochę prawdy, bo pierwszy singiel Let's Get It Up został przearanżowany tak, by był bardziej przebojowy, ale to doskonała kompozycja, 13 miejsce na listach przebojów).

Grupa rusza w kolejną trasę. Po niej Phil Rudd postanawia opuścić szeregi zespołu (na jego miejsce przychodzi Simon Wright, który bębnił m in. w grupie Tytan i A II Z), bierze jednak jeszcze udział w sesji nagraniowej do kolejnej płyty. Flick Of The Switch ukazuje się w sierpniu 1983 roku, a producentami tego krążka są Angus i Malcolm. Album radzi sobie odrobinę gorzej niż poprzednik, ale również jest udany. Podobają się zwłaszcza dwa single z niego wykrojone - Guns For Hire i Nervous Shakedown, dodam, że mamy tu do czynienia z prawdziwym AC/DC w doskonałej formie. W sierpniu kolejny występ na Monsters Of Rock i ukazuje się mini album z nagraniami z 1974 roku (m in. klasyczny już numer Jailbreak). W styczniu 1985 roku zespół gra na festiwalu w Rio De Janeiro dla 340 tysięcy fanów rocka. Obok AC/DC występują Ozzy Osbourne, Whitesnake oraz Scorpions.

AC/DC W lipcu pojawia się album Fly On The Wall i jest on dużym zaskoczeniem dla fanów, bo grupa zaczyna tutaj grać bardziej heavy i zagęszczone brzmienie po prostu wgniata w podłogę. Nie mniej jednak słychać że to AC/DC. Na przykład w przebojowym Shake Your Foundations oraz Danger (dwa single), ale także w Sink The Pink i tytułowym. Na początku 1986 roku zespół rusza w trasę, a w lipcu ukazuje się składanka z największymi hitami Who Made Who, będąca także ścieżką dźwiękową filmu Stephena Kinga "Maximum Overdrive".

Wcześniej dochodzi też do sytuacji, w której muzycy oskarżeni są o sprowokowanie tekstem utworu Night Prowler, Richarda Ramireza - masowego mordercę i gwałciciela, bowiem po zatrzymaniu night stalkera (tak nazwano Ramireza) okazuje się, że jest on fanem zespołu. Dodatkowo AC/DC robi sobie wrogów wśród rodziców nastolatków (nie pierwszy już raz), zrzeszonych pod szyldem Parents Vs Rock. Nazwę AC/DC w tych środowiskach tłumaczy się już nawet jako Anti Christ Devil's Children co jest kompletnym absurdem.

Na szczęście to wszystko nie ma wpływu na kondycję grupy, która wraca z nowym albumem Blow Up You Video w grudniu 1987 roku. Singiel Heatseeker to najlepsze nagranie zespołu od lat. Płyta bardzo się podoba, zwłaszcza w Anglii. Osobiście uważam, że album jest ciekawy jednak po "n-tym" przesłuchaniu Some Sin For Nothing czy That's The Way I Wanna Rock And Roll można mieć wrażenie, że muzycy trochę się nie przyłożyli i coś, co nazywamy deja vu, pojawia nadto często.

Podczas trasy promocyjnej nieobecnego Malcolma, który miał wówczas poważne problemy z alkoholem, zastępuje jego siostrzeniec Steve Young. W 1989 roku Simon Wright opuszcza zespół i zajmuje się współpracą z Ronniem Dio, na jego miejsce przychodzi Chris Slade (grał m. in. z Gary Moorem).W 1990 roku już w z nowym perkusistą , wykurowanym Malcolmem oraz producentem Brucem Fairbairnem, AC/DC nagrywa dla wytwórni Atco płytę The Razor's Edge, najpopularniejszą od czasu For Those About To Rock. Doskonałe brzmienie albumu a także przebojowość sprawiają że płyta z miejsca rozchodzi się w 3 milionach egzemplarzy. Single Thunderstruck i Moneytalks radzą sobie także nieźle.

W listopadzie 1990 r. rozpoczyna się trasa koncertowa, basistę Cliffa Williamsa zastępuje Paul Greg. Rok 1991 zaczyna się dla zespołu od tragedii. Na koncercie w Salt Lake City ginie trójka nastolatków stratowana przez tłum, Malcolm do dziś nie chce mówić o tamtym doświadczeniu, zwłaszcza że prasa na drugi dzień po tamtym zdarzeniu napisała, że kiedy było wiadomo, że są ofiary, zespół grał w najlepsze. Nie dopuszczali chyba do siebie panowie dziennikarze tego, że ofiar mogłoby być więcej, gdyby nagle AC/DC przerwało koncert. Ale przejdźmy do przyjemniejszych wydarzeń. W sierpniu w ramach trasy Monsters Of Rock, AC/DC dociera do Polski i daje fantastyczny show na chorzowskim stadionie. Obok Australijczyków grają też Metallica i Queensrÿche. Podczas występu gwiazdy wieczoru, jaką jest AC/DC, czterdzieści tysięcy fanów szaleje przy dźwiękach Moneytalks i Thunderstruck. Zresztą grupa dociera także do Rosji i daje koncert na pod moskiewskim lotnisku, który ogląda pół miliona fanów.

AC/DC Rok 1992 przynosi album koncertowy: dwupłytowy Live oraz wideo z koncertu w Donington. Właściwie był to koniec pewnej ery dla zespołu. Muzycy postanowili ewidentnie spuścić z tonu, na następny album bowiem trzeba było fanom czekać do 1995 roku. Ballbreaker (wyprodukowany przez Ricka Rubina) pojawił się w czasie, kiedy świat rocka zwracał się w stronę ciemniejszych brzmień, bardziej industrialnych. Wydawało się więc, że moda na AC/DC przeminęła. Mimo to płyta Ballbreaker była solidnie promowana. Zrobiono parę wideoklipów w tym najciekawszy do Hail Ceasar, żartobliwie przedstawiający Angusa między różnymi znanymi postaciami ze świata filmu czy polityki.

Zespół ruszył w trasę i po raz kolejny okazało się, że muzycy są we wspaniałej formie. W składzie oprócz braci Young znaleźli się Brian Johnson, Cliff Williams i Phil Rudd, czyli stara gwardia. Ale i tym razem przerwa po trasie trwała długo, bo następny album Stiff Upper Lip ukazał się dopiero w 2000 roku i zawierał materiał w stylu, jaki zespół prezentował w latach '70. Niestety kompozycje na nim zawarte są cieniem dawnych klasyków. Fani jednak byli zadowoleni i co ciekawe, o zespole znowu zaczęło się mówić. Kiedy piszę tę biografię, na rynku nie ma jeszcze nowego krążka grupy, a z zapowiedzi wynika że będzie to coś bardziej heavy. Oby tylko nie skończyło się tak jak z eksperymentem na Fly on The Wall, choć podejrzewam, że wielu fanów na taką płytę właśnie czeka.

Oficjalna strona zespołu: www.ac-dc.net